Strona www.kresy.pl wykorzystuje pliki cookies (po polsku ciasteczka)

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Dowiedz sie więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy. Polityka cookie.

Reklama:
kommersant.ru
Reklama:

Ukraińcy nie uszanują polskiej wrażliwości

Dodane przez wachmistrz_Soroka
Opublikowano: Poniedziałek, 05 maja 2014 o godz. 09:09:44

 

- Gdyby nie rodzina, która pozostała w Stanisławowie, postawiłabym na temacie Ukrainy wielką kropkę i nie wracała tam nigdy! - mówi Julia Tomczak, polska nauczycielka urodzona w Iwano-Frakiwsku. Ma żal do Ukrainy.



Opodatkuj się!
W sierpniu otrzymaliśmy od Was 2 398,00 zł. Serdecznie dziękujemy za wsparcie!.

Artykuł ukazał sie w internetowym wydaniu "Gazety Pomorskiej": Mam resztki akcentu i gdy ludzie to słyszą, mam nadzieję, że skojarzą mnie z jakimkolwiek krajem, nie z Ukrainą

***

Przeczuwałaś wydarzenia na Majdanie? 

- Sądziłam, że ten układ na Ukrainie utrzyma się jeszcze długo. Byłam wręcz zdziwiona, że coś zaczęło się dziać. Ale jeśli spodziewasz się z mojej strony entuzjazmu, muszę cię rozczarować. 

- Dlaczego? 

- Miałam wcześniej doświadczenie pomarańczowej rewolucji. Pamiętam ten czas bardzo dobrze, tym bardziej że część mojej rodziny była po stronie niebieskiej, mąż - zdecydowanie po stronie pomarańczowych, a nauczyciele w szkole, w której pracowałam, byli mniej więcej podzieleni po równo. Nie potrafiłam opowiedzieć się wówczas po żadnej ze stron - ani Janukowycz, ani Juszczenka nie byli dla mnie wiarygodni. Bardzo mnie wówczas irytowało zaangażowanie Polaków w tę rewolucję. Może dlatego, że mogłam obserwować wydarzenia z drugiej strony. Ten nagły wybuch sympatii do Ukrainy był dość jednostronny. Ze strony Ukrainy tej sympatii do Polaków raczej nie widzę. I to nie dlatego, że od czasów szkolnych byłam Laszką (a "Lach" to słowo naznaczone zdecydowanie negatywnie - jak "Rusek" albo "czarnuch"). Stosunek do Polaków jest po prostu rodzajem kalkulacji. Opłaca się, bo Polska jest krajem, przez który można wydostać się na Zachód. Ale bez sympatii. 

- Może wydarzenia na Majdanie to zmienią? 

- Nie potrafię wskrzesić w sobie entuzjazmu dla Majdanu, jeśli widzę wśród liderów Olega Tiahnyboka, który każdemu na Ukrainie znany jest nie tylko z wybitnie antypolskich poglądów, ale i z tego, że poglądów nie zmienia. Nie rozumiem, jak to możliwe, że Jarosław Kaczyński wznosi w Kijowie hasło "Sława Ukrainie!". To jest przecież klasyczne przywitanie banderowców. Odpowiedź brzmi "Herojam sława". Te słowa zna każdy Polak z Kresów i na pewno nikt z nich nie chciałby usłyszeć w swoim otoczeniu! Te słowa budzą strach. Współczuję zwykłym Ukraińcom, ale jeszcze bardziej Polakom z Ukrainy, bo czują się na Ukrainie nikomu niepotrzebni. 

- Eksperci mówią: nie straszyć przeszłością. 

- Ale kto zaczął nią straszyć?! Kto zaczął wznosić pomniki Bandery?! Kto zaczął grozić, że wyeliminuje w kraju język rosyjski?! Majdan postrzegany jest przez świat jako symbol rewolucji, ale trzeba pamiętać, że Majdan się nie skończył. Stał się nowym ośrodkiem władzy, której kierunek trudno przewidzieć, zwłaszcza, jeśli pierwsze skrzypce gra tam Prawy Sektor. Ukraina chętnie korzysta z pomocy Polski, ale nie czuje się zobowiązana, żeby uszanować polską wrażliwość. Gdy w Polsce tworzono programy współpracy i systemy stypendiów dla studentów, na Ukrainie zmieniano nazwy ulic. W pewnym momencie mieszkałam przy ulicy Bandery (wyobraź sobie jak czułam się w Polsce podając swój ukraiński adres!), a obok była ulica Konowalca (orędownika współpracy Ukraińców z Hitlerem - przyp. red.). Wielki pomnik Bandery postawił nie kto inny jak Juszczenko, krótko przed końcem swojej kadencji. To Juszczenko ogłosił Banderę bohaterem narodowym i przyznał uprawnienia kombatanckie upowcom. Kult bohaterów UPA nie wziął się jedynie z sentymentu. Ukraina cierpi na brak wybitnych postaci, które byłyby rozpoznawalne na świecie. Nie ma swojego Kopernika, Chopina czy Skłodowskiej-Curie, a ile ulic można nazwać imieniem Tarasa Szewczenki? 

- Może obecne wydarzenia wykreują nowych bohaterów. A jak się skończy obecny kryzys?

- Nie zdziwiłoby mnie, gdyby Rosja zaanektowała rosyjskojęzyczną część Ukrainy. I nie wiem, czy nie byłoby to najlepsze rozwiązanie. Nie dla Ukrainy, ale dla tej części ludności na pewno. Bo oni nie czują się na Ukrainie jak u siebie, nie chcą mieć nic wspólnego z Kijowem. 

- Dlaczego?! 

- Może inaczej wygląda to z polskiej perspektywy, ale zawsze postrzegałam tamte tereny jako inne państwo, jako Rosję. Wyjeżdżasz na wschodnią Ukrainę i widzisz wszędzie pomniki Lenina, budownictwo, którego u nas nie było, wszystko jak w Rosji. Architektura zachodniej Ukrainy jest bardzo podobna do polskiej - do Przemyśla czy Rzeszowa. Za Kijowem rozciąga się inny świat - bardziej ZSRR niż Europa. 

- Według statystyk to wschód jest bogatszy. 

- Mam na myśli pewną różnicę mentalną. Poza tym - chciałabym, żebyśmy się dobrze zrozumieli: Związek Radziecki u mnie, tak jak zapewne u większości ludzi wychowanych w ZSRR, budzi dziś pozytywne skojarzenia. Głównie poprzez kontrast z czasami upadku Kraju Rad, które były koszmarem: monstrualne kolejki, wielu ludzi przestało otrzymywać emerytury i pensje, wybuchła korupcja, która wcześniej w życiu codziennym była prawie nieznana. Jednym słowem - chaos. Pomimo upolitycznienia poprzedni system miał bardzo ważną cechę: potrafił nadać sens ludzkim działaniom i - choćby pozornie - wytworzyć w nich poczucie wartości. To wszystko zanikło podczas pierestrojki. Zapamiętałam taki epizod ze szkoły - aby dostać dobrą ocenę, trzeba było przynieść pani batonik Bounty. W Związku Radzieckim to by się ludziom nie mieściło w głowach. 

- Ale Związku Radzieckiego nie ma. Jest Rosja. 

- Którą ludzie na wschodzie łatwiej rozumieją i akceptują. Zresztą to dotyczy nie tylko wschodu. Pamiętam, że gdy jako dziecko jechałam z mamą nad morze, wszyscy tam rozmawiali wyłącznie po rosyjsku i dla mnie, jako małego dziecka, to był problem. Kiedyś byłam świadkiem awantury w sklepie papierniczym w Kijowie. Ktoś z Zakarpacia chciał kupić dzienniczek (szczodennyk), ale ekspedientka kompletnie nie potrafiła go zrozumieć, bo znała tylko rosyjską nazwę (dniewnik). I wszystko to w stolicy Ukrainy! Dalej na wschód jest to jeszcze wyraźniejsze - tam nie wypada mówić po ukraińsku, jeśli nie chcesz mieć problemów. Nie ma mowy, żeby przekonać tych ludzi, że są Ukraińcami, to zawsze będzie balans, który będzie ciążył. 

- Ale Ukraina bez Wschodu to państwo bez surowców i przemysłu. 

- I dlatego obecny konflikt jest łamigłówką bez dobrego rozwiązania. Ukraina pozbawiona wschodniej części praktycznie nie będzie miała z czego się utrzymać. Pozostanie trochę gór, ładnych terenów turystycznych i tyle. Dlatego żaden scenariusz nie jest dobry dla Polski. Polska jest dla przeciętnego Ukraińca możliwością przeskoczenia do innego świata. Czasem rodzice sprzedają wszystko, żeby załatwić dziecku studia w Polsce. Pamiętam, jak przychodziły do mnie matki mówiąc: - Pani Julio, niech pani pomoże, mogą być obojętnie jakie studia, w dowolnym mieście. Najlepiej to zjawisko oddają nowe domy, wieczorem światła świecą się w 30 proc. mieszkań. Reszta właścicieli pracuje za granicą. 

- Zbliżenie z Europą może to zmienić. 

- Nic nie zmieni różnic mentalnych. Nic oprócz czasu. Według mnie potrzeba co najmniej dwóch pokoleń na tę zmianę, bo korupcja siedzi bardzo głęboko w mentalności ludzi i zaczyna się od szkoły. Całkowicie skorumpowana jest opieka medyczna. Do szpitala nie możesz iść w pojedynkę, musisz mieć opiekuna, który wykupi ci leki wskazane przez lekarza, choć teoretycznie lekarstwa w szpitalu są za darmo. W praktyce nawet kroplówki nie dostaniesz za darmo. Na Ukrainie człowiek jest zdany sam na siebie, jeśli sam sobie nie pomożesz, nikt ci nie pomoże. 

- Nowo powołane ministerstwo ma to zmienić. 

- Tak, słyszałam, że nawet na przystankach autobusowych są powywieszane ogłoszenia - "jeśli ktoś żądał od ciebie lub twojego sąsiada łapówki, daj nam znać". Wierzę, że przez jakiś czas łapówki nie będą przyjmowane w tak ostentacyjny sposób. Ale z czasem sytuacja wróci do normy. Dlaczego? Dlatego, że koszty życia są zbliżone do polskich, a wynagrodzenia w wielu branżach pozwalają na przeżycie co najwyżej tygodnia. Ludzie w urzędach żyli po europejsku. W zależności od sprawy, ale tu stawki bywały znacznie wyższe i często obowiązywały zachodnie waluty. 

- Wybierasz się na Ukrainę? 

- Choć na Ukrainie się urodziłam i wychowałam, chociaż tam są groby moich dziadków i pradziadków, nie potrafię odnaleźć w sobie odrobiny sentymentu za tym krajem. W moim języku, pomimo lat spędzonych w Polsce, pozostał jeszcze wschodni akcent, który ludzie czasem wyczuwają. Gdy pytają skąd pochodzę, mam nadzieję, że skojarzą mnie z jakimkolwiek krajem, byle nie z Ukrainą. 

Źródło: Gazeta Pomorska

Autor: Adam Willma



Reklama:
  • Poleć
  • Nie lubię tego!
  • Zgłoś nadużycie
  • Skomentuj
poczekaj cierpliwie...
Dotychczas opublikował:
Artykuły: 12804
Filmy: 7
Galeria: 111

Reklama:
Ecoeconomy blog
Reklama:
Reklama:
Reklama:
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Reklama:
Reklama:
Ecoeconomy blog

Wesprzyj portal:



Rejestracja

Do logowania
Użytkownik (*):
E-mail (*):
Hasło (*):
Ponownie (*):
 
O sobie
Rok urodzenia:
Miejsce zamieszkania:
Telefon:
O sobie:
Moje komunikatory
Gadu-Gadu:
GoogleTalk:
Skype:

Zaloguj się do serwisu


| Zapomniałem hasła

Witaj Gościu! Zarejestruj | Zaloguj
Reklama:
Reklama:
Reklama: