Strona www.kresy.pl wykorzystuje pliki cookies (po polsku ciasteczka)

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Dowiedz sie więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy. Polityka cookie.

Wesprzyj portal:
Jarosław Hrycak, fot. Wikipedia

Ukraina wymaga cierpliwości i zrozumienia

Dodane przez Zalewski
Opublikowano: Piątek, 16 lipca 2010 o godz. 22:10:22
TAGI: Juszczenko, Janukowycz, Memches, Lem

 

Rozmowa z Jarosławem Hrycakiem, historykiem, dyrektorem Instytutu Badań Naukowych Uniwersytetu Lwowskiego, profesorem historii Ukrainy na Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we Lwowie



Opodatkuj się!
W grudniu otrzymaliśmy od Was 3 272,00 zł. Serdecznie dziękujemy za wsparcie!.

P: Stosunki polsko-ukraińskie rozwijają się dwutorowo. Tyle że chyba oba tory się rozjeżdżają. Mamy sferą polityczną, w której pojawia się mnóstwo poprawnych gestów z obu stron. Trudno jednak dociec, jaką zawierają te gesty treść. Jednocześnie poza sferą polityczną są rozmaite inicjatywy, które świadczą o tym, iż Polaków i Ukraińców wciąż dzieli historia. W jakim więc miejscu się w tej chwili znajdujemy?

O: Te stosunki są w głębokim kryzysie. Apogeum tego był moment, w którym prezydent Juszczenko wydał dekret o uznaniu Stepana Bandery za bohatera narodowego Ukrainy. Wprawdzie na linii Kijów-Warszawa zostało zachowane poprawne słownictwo - wciąż przecież słyszymy o partnerstwie strategicznym - tym niemniej niewiele się robi. Wydaje się, że wraz z objęciem prezydentury przez Janukowycza, znaczenie Polski dla Ukrainy się zmniejsza. Dziś z naszych mediów wynika, że Ukraina ma tylko jednego sąsiada - Rosję, natomiast Polska to jakiś mały kraj obok Meksyku. Ta niebezpieczna tendencja musi być rozwiązana na poziomie stosunków międzypaństwowych. Ale tu potrzeba również zaangażowania Warszawy. I należy odpowiedzieć na pytanie: co nam zostało po Giedroyciu?

P: W Polsce jednak, z kręgów elity politycznej, coraz częściej dobiegają głosy o konieczności rewidowania dziedzictwa redaktora "Kultury" - o tym, że nadszedł czas przewartościowywania koncepcji jagiellońskiej w duchu realizmu i wspierania Ukrainy w zamian za spełnianie polskich warunków.

O: Centrum wizji Giedroycia była nie Ukraina, lecz Rosja. Uważał on, że sytuacja regionu zależy od stosunków krajów Europy Wschodniej z Rosją. Tymczasem w ciągu ostatnich 10 lat Rosja odchodzi od modelu, nad którym pracowała tuż po upadku ZSRR. Z taką Rosją trudno się Polsce porozumieć, bo do tanga trzeba dwojga. A rosyjskiego odpowiednika Giedroycia nie ma. Polityka, którą proponuje Rosja wyklucza formułę "Wybaczamy i prosimy o wybaczenie". To przecież właśnie w takiej formule się dokonało w ubiegłym wieku pojednanie między Francją a Niemcami i Polską a Niemcami, a w pierwszej dekadzie obecnego stulecia między Polską a Ukrainą. Tym niemniej pozostaje pewna sfera, w której koncepcja Giedroycia przyniosła wspaniałe efekty. To ukraińsko-polskie kontakty na skalę masową - a więc nie na poziomie państwowym, lecz osobistym - jakie zostały nawiązane w ciągu minionych 20 lat. Jako wykładowca obserwuję intensywne relacje między Polakami a Ukraińcami w świecie akademickim. To się odbywa siłą inercji, niezależnie od polityki. Stanowi też jednak pewne wyzwanie dla polityków, zwłaszcza jeśli już mamy Partnerstwo Wschodnie. Weźmy system boloński. Warunkiem jego funkcjonowania, a więc tego, że student może wyjeżdżać na naukę do innego kraju, są środki finansowe na stypendium. Studenci ukraińscy teoretycznie również mogą w tym celu wyjeżdżać, jednak ich te środki nie obejmują, więc de facto są z systemu wyłączeni.

P: Pan narzeka na oficjalną politykę, ale mamy też problem z inicjatywami oddolnymi, o czym już na wstępie mówiłem. Dekret prezydenta Juszczenki w sprawie Bandery to wierzchołek góry lodowej. Na dole zaś są dwie zantagonizowane pamięci narodowe - pamięci ludzi, którzy byli świadkami wydarzeń sprzed 60 lat.

O: Przeszłości nie da się zapomnieć i przejść nad nią do porządku dziennego. Poprawne gesty polityków nie załatwiają sprawy. Madeleine Albright powiedziała kiedyś, że pojednanie jest jak jazda na rowerze - kiedy przestajemy pedałować, to się przewracamy. Nie ma czegoś takiego jak jednorazowy akt pojednania. Zawsze bowiem pamięć będzie wracać i trzeba będzie na nowo się z nią mierzyć. Ukrainie nie udało się wypracować stanowiska wobec wydarzeń drugiej wojny światowej, w tym wobec tego, co się stało na Wołyniu. Pojednanie ukraińsko-polskie, jakie się w tej kwestii dokonało było tak naprawdę tylko pojednaniem elit. I też nie do końca szczerym. Warto zauważyć, że dopiero teraz zaczyna się na Ukrainie dyskusja na temat Bandery. I to nie tylko na wschodzie, ale także w Galicji. Mamy tu jednak do czynienia z długotrwałym procesem młodego państwa. Ukraina wciąż lęka się o swój byt. Boi się więc mierzyć ze swoją przeszłością, której pewne fragmenty mogłyby być przeciw niej wykorzystywane. W przeciwieństwie bowiem do Polski Ukraina nadal znajduje się w strefie, w której nie ma zagwarantowanego bezpieczeństwa. Dlatego wymaga cierpliwości i zrozumienia.

Rozmawiał: Filip Memches

>> PODOBA CI SIĘ TEN ARTYKUŁ? DOŁĄCZ DO POSPOLITEGO RUSZENIA...   << 



  • Poleć
  • Lubię to!
  • Zgłoś nadużycie
  • Skomentuj
poczekaj cierpliwie...
Dotychczas opublikował:
Artykuły: 5694
Filmy: 1
Galeria: 44
Dokumenty: 207

asas
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog

Wesprzyj portal:



Rejestracja

Do logowania
Użytkownik (*):
E-mail (*):
Hasło (*):
Ponownie (*):
 
O sobie
Rok urodzenia:
Miejsce zamieszkania:
Telefon:
O sobie:
Moje komunikatory
Gadu-Gadu:
GoogleTalk:
Skype:

Zaloguj się do serwisu


| Zapomniałem hasła

Witaj Gościu! Zarejestruj | Zaloguj