Strona www.kresy.pl wykorzystuje pliki cookies (po polsku ciasteczka)

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Dowiedz sie więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy. Polityka cookie.

fot. Kurier Galicyjski

Polskie korzenie Wiktora Janukowycza?

Dodane przez Zalewski
Opublikowano: Sobota, 06 marca 2010 o godz. 13:01:36
TAGI: Tymoszenko, Janukowycz, Łukaszenko, Kuc, Lem

 

Po zakończeniu kampanii wyborczej na Ukrainie, Hanna Herman – dziś zastępczyni szefa Administracji Prezydenta Ukrainy, odpowiadając na pytanie jednego z polskich dziennikarzy o stosunek Wiktora Janukowycza do Polaków, którzy tak mocno wspierali jego adwersarzy podczas pomarańczowej rewolucji odpowiedziała: nie może być zły. Przecież on ma polskie korzenie.


Czy podoba Ci się ten materiał?

Opodatkuj się!
W miesiącu czerwiec otrzymaliśmy od Was 2 967,00 zł, potrzebujemy zaś na dalsze funkcjonowanie 20 000,00 zł.
Zebraliśmy więc tylko 14,84% wymaganych pieniędzy na nasze dalsze funkcjonowanie.

Korzenie rodziny Wiktora Janukowycza sięgają dzisiejszej Białorusi. W osadzie Januki w powiecie dokszyckim (obwód witebski) zachowało się pięć budynków, obecnie tylko w dwu z nich mieszkają ludzie. Liczba mieszkańców tego zapomnianego przez innych odludzia - to jedynie pięć osób. Wszyscy wierzyli w zwycięstwo w wyborach swego "ukraińskiego krewniaka". Mówią, że Janukowycz - to niemalże jak ich Łukaszenko, toteż Ukraińcy będą mieli teraz dobrobyt.

Od wsi Wałkałaty do osady Januki jest sześć kilometrów. Drogi są oczyszczone ze śniegu, wyrąbano też krzewy, którymi pozarastały pola. Pierwsze, co przychodzi na myśl: "Może naprawdę Janukowycz wybuduje tu mleczarnię?" Na zapominanym przez wszystkich skrawku ziemi jest widoczna ręka gospodarza. Niestety, jak tylko mijamy napis "Januki", mleczarnia znika z oczu, jak zły sen. Wokół jest ruina. Widać jedyne stare wykrzywione domki, pozostałości po chlewach oraz długie pasma starych sadów.

Gdzież są ludzie? Nie widać żadnej wydeptanej ścieżki, z kominów nie bucha dym, nie szczekają psy. "Czy jest tu kto żywy?" W odpowiedzi - cisza głucha. Słyszę echo własnych słów, aż tu nagle z-za jednego z okien wyłania się postać starszej kobiety. Nie mogę uwierzyć, że w tym domu ktoś mieszka. Chata jest wykrzywiona, sczerniała i poszarzała ze starości. Ślady po farbie nie zachowały się nawet na ramach okiennych.

"Kto tam? - z lękiem zapytuje babuleńka. - Czego pani tu szuka?" Nie dziwię się temu, wszak najczęstszym gościem na chutorze jest listonosz. Usłyszawszy, że jestem dziennikarką z Ukrainy, gościnnie zaprasza do domu. W sieniach, urządzonych jak kuchnia, brak podłogi, jednak garnki, talerze i kubki, poustawiane na ławkach, lśnią czystością.

"Mamy wszystko, - mówi Akwilina Janukowicz. - Ukraińcy też będą mieli, jak prezydentem Janukowycz zostanie. Ja zrozumiałam to, gdy zobaczyłam go w Janukach. Jest dobrą, serdeczną osobą, będzie się troszczył o swój naród. Teraz dopiero będziecie żyli dostatnio! Janukowycz - to niemalże nasz Łukaszenko".

Patrząc na ubóstwo staruszki, chcę wierzyć jej słowom. Jednocześnie proszę Boga, ażeby Ukraina nie doczekała takiego "dobrobytu". Nie można jednak powiedzieć, że tych emerytów państwo nie potrzebuje i porzuciło na pastwę losu. Tu regularnie porządkują drogi, dwa razy w tygodniu przywożone są artykuły spożywcze, ludzie otrzymują emeryturę. Brakuje jedynie połączenia osady ze wsią.

"Do wsi chodzimy piechotą, - kontynuuje kobieta. - Prosto, ścieżkami, jest o wiele krócej. Niestety, lata robią swoje - nie pobiegnę przez śniegi. Gdyby natomiast tu komuś stało się coś złego, sąsiadka ma telefon".

Gospodarstwo Janukowiczów jest niewielkie. Mają krowę, dwie kury, kota i psa. Paszę dla krowy przygotowują sami. Mówią, że tu raj na ziemi, dlatego też nie ma żadnych problemów z nakarmieniem trzody. Z drwami też nie - wyszedłeś z domu i rąb, ile chcesz.

"W czasie trzydziestostopniowych mrozów nie marzliśmy, - opowiada Piotr Janukowicz. Chata może i jest stara, ale doprowadziliśmy ją do porządku - zrobiliśmy strop, załataliśmy, Nigdzie nie ma ani szczelinki. Czegoż chcieć więcej, gdy jest ciepło i mamy co jeść?"

Akwilina Janukowicz zapala w piecu, żeby poczęstować mnie herbatą. Gdy proszę, aby tego nie robiła, nie reaguje. Mówi, że nawet najgorszy gospodarz nie wypuszcza gościa z domu, nie poczęstowawszy go herbatą.

"Jaki z Janukowycza Białorusin?! - kobieta oburza się, gdy napomykam o tym, że jest ich krajanem. - On jest Ukraińcem, jego ojciec też, obaj urodzili się na waszej ziemi. Przed 1914 rokiem jego dziadek wyjechał z naszej wsi do pracy na Ukrainie. Moi rodzice, urodzeni w 1910 roku, nic o tym mężczyźnie nie opowiadali, więc nic nie wiem. Wiem tylko, że w Janukach wszyscy byli gospodarzami i pszczelarzami. Proszę, niech pani spojrzy na te stare sady. One nie pochodzą z czasów sowieckich - przetrwały i przetrwają niejedno pokolenie".

Zachowały się wiadomości o tym, że dziadek Wiktora Janukowicza został ochrzczony w miejscowym kościele. Ludność tych terenów Białorusi - to przeważnie katolicy. Tuż była tu kiedyś Polska. Swoistymi świadkami tamtych czasów są pomniki na miejscowym cmentarzu. Na większości z nich napisy już siię starły, a na tych, które się zachowały, widać napisane alfabetem łacińskim nazwisko "Janukowicz".

Przed rewolucją osada liczyła 36 gospodarstw, mieszkało tu 160 osób. W czasach sowieckich zaczęto ściągać młodzież do miast, w osadzie pozostali nieliczni.

"Proszę iść w górę, - mówi pan Piotr. Tam mieszka nasza sąsiadka Maria. Ma dobry nowy dom. Pies jest uwiązany na podwórku, niech się pani nie boi".

Zaskakuje mnie rażący kontrast budynków na tym odludziu. Dom jest zadbany, widać, że pomalowany w ubiegłym roku. Na podwórku nic nie leży byle gdzie, wszystko ma swoje miejsce. W domu jest czysto i przytulnie. Hafty czynią pokoje jakby tęczowymi. Kapa, którą położono na kanapie, wywołuje podziw i zachwyt. Trudno uwierzyć, że została utkana na drewnianym warsztacie tkackim.

"Proszę siadać, - zaprasza gospodyni. - Niech pani chwilkę poczeka, ogarnę się trochę. Zimą w osadzie goście rzadko bywają. Nie spodziewałam się nawet, że dziś nas ktoś odwiedzi i to z tak daleka".

Dosłownie za kilka minut na stole pojawiają się placki ziemniaczane, kotlety, kisiel. Zaskakuje mnie szczodrość mieszkańców wsi- czym chata bogata, tym rada. Gościom niczego nie żałują.

"Wiktor Janukowycz - to Człowiek przez duże "C", - opowiada Maria Janukowicz. - Jego oczy są pełne dobroci, nawet muchy nie skrzywdzi. Właśnie ktoś taki powinien kierować państwem".

Niestety, ironia losu sprawiła, że mieszkańcy Januków nie rozmawiali z Wiktorem Janukowyczem. Widzieli go w swej osadzie tylko z daleka, w otoczeniu urzędników. O tym, że miał trudną młodość nie wiedzą. Święcie wierzą w nieskalaną czystość serca i duszy tego człowieka.

"Nie jestem biedna, - mówi kobieta. - Mnie i dzieciom w zupełności wystarczy to, co mam. Teraz dzieci się kształcą. Córka Ola w tym roku kończy naukę i powróci do domu, będzie kierowniczką klubu wiejskiego".

Pani Maria ma w gospodarstwie konia i krowę. Paszę dla zwierząt rodzina przygotowuje sama. Mają też 15 arów ogrodu. Kobieta mówi, że tego wystarczy, by dobrze żyć.

"Czy wasz Janukowycz otworzy u nas mleczarnię? - pani Maria odpowiada tym pytaniem na moje. I dodaje - Nie wiem nic, ale mało w to wierzę. Kto w niej będzie pracował? Czyżby ja i Akwilina? Mleka z dwu krów nawet na mini-mleczarnię nie starczy. Niech on buduje na swej ziemi, a my mamy Łukaszenkę".

Informację o budowie mleczarni sprostowała Antonina Boboryko, sekretarz wołkoładzkiej Rady Wiejskiej. Kobieta zapewniała, że nie dotarły do nich żadne dokumenty w tej sprawie. Dopóki nie ma dokumentów - to wszystko są plotki.

"Prawdą natomiast jest, że Wiktor Janukowycz prosił Radę Powiatową, by zadbała o Januki, - mówi Antonina Boboryko. - Nie zapomniał też o dzieciach z osady. Ufundował im wyjazd do słynnego Arteku. Powiem też, że nieboszczyk mąż Marii Janukowicz i Wiktor Janukowycz są bardzo podobni do siebie. Ludzie powiadają, że są bliskimi krewnymi. Nikt jednak nie badał związków genetycznych tych rodzin".

Wiktor Janukowycz był na ziemiach przodków dwukrotnie. Od tamtej pory we wsi i chutorze aktywnie obserwują wydarzenia polityczne na Ukrainie. Wierzą, że gdyby Janukowycz zwyciężył w poprzednich wyborach, Ukraina żyłaby nie gorzej, niż Białoruś. "Śmiech zbiera, gdy patrzę na Tymoszenko, - mówi pani Akwilina. - Miała czas, ażeby poprawić dobrobyt w państwie, ale palcem nie kiwnęła. Czemuż teraz dąży do władzy, jak drapieżnik?"

Kobieta nie wierzy, że Wiktor Janukowycz przyjedzie do Januków po raz kolejny. Prezydent nie będzie miał czasu, żeby odwiedzać osady. Niemniej jednak, mieszkańcy Januków są dumni z tego, że korzenie osoby, która będzie kierowała sąsiednim państwem, są właśnie na ich ziemi.

Marianna Hajduczyk, dziennikarka lwowskiej gazety Ekspres

Kurier Galicyjski nr 4/2010



  • Poleć
  • Lubię to!
  • Zgłoś nadużycie
  • Skomentuj
poczekaj cierpliwie...
Baner 750px x 100px




Rejestracja

Do logowania
Użytkownik (*):
E-mail (*):
Hasło (*):
Ponownie (*):
 
O sobie
Rok urodzenia:
Miejsce zamieszkania:
Telefon:
O sobie:
Moje komunikatory
Gadu-Gadu:
GoogleTalk:
Skype:

Zaloguj się do serwisu


| Zapomniałem hasła

Witaj Gościu! Zarejestruj | Zaloguj