Strona www.kresy.pl wykorzystuje pliki cookies (po polsku ciasteczka)

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Dowiedz sie więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy. Polityka cookie.

źródło: profil MSZ Ukrainy na Facebooku

Porozmawiajmy o Wielkiej Polsce – w odpowiedzi na mapy ukraińskiego MSZ

Dodane przez Marcin_Skalski
Opublikowano: Niedziela, 07 grudnia 2014 o godz. 20:08:00

 

"Zapewne nie uda nam się ustalić, „co ukraiński MSZ miał na myśli”, publikując mapy, na których Przemyśl i Chełm zostały oznaczone jako Ukraina. Niewątpliwe jest jednak to, że gdyby Ukraina liczyła się w jakikolwiek sposób z Polską, to mapy sugerujące, iż granice państwowe Ukrainy nie obejmują na zachodzie wszystkich „ziem ukraińskich”, nie znalazłyby się na profilu ukraińskiego MSZ oraz ambasad Ukrainy w USA i Niemczech".



Opodatkuj się!
W sierpniu otrzymaliśmy od Was 2 398,00 zł. Serdecznie dziękujemy za wsparcie!.

PATRZ TAKŻE: Ambasada Ukrainy w USA wysuwa roszczenia terytorialne wobec Polski [+MAPY]

CZYTAJ RÓWNIEŻ: MSZ Ukrainy publikuje mapy podważające polskość Przemyśla i Chełma. W ślad za nią ukraińska ambasada w Berlinie [+MAPY]

Kiedy w kwietniu bieżącego roku pisarz i poeta Marcin Hałaś otrzymał zakaz wjazdu na terytorium Ukrainy za autorstwo książki „Oddajcie nam Lwów”, nie wzbudziło to w szerszych kręgach większego zainteresowania, mimo iż, Hałaś nie postulował wcale powrotu Lwowa w granice Polski, a jedynie domagał się przywrócenia pamięci o Lwowie jako mieście polskim, choć znajdującym się z określonych przyczyn w granicach państwa ukraińskiego. Mieliśmy więc do czynienia z niezwykle ostrą demonstracją ze strony ukraińskiej. Kijów wbijając Hałasiowi do paszportu pieczątkę z zakazem wjazdu wysłał Warszawie jednoznaczny sygnał - Nie życzymy sobie mówienia o polskim Lwowie. Tymczasem pamięć o Lwowie i o Kresach w ogóle, jest warunkiem sine qua non naszego istnienia jako wspólnota narodowa.

Z tego wszystkiego doskonale zdawali sobie sprawę kibice Legii Warszawa, którzy podczas meczu z  Metalistem Charków w Kijowie wywiesili flagę z napisem „Wilno – Lwów”. Wybijającym się wówczas głosem była relacja współpracownicy Telewizji Republika, która nazwała kibiców „obywatelami Rosji ściągniętymi przez Putina”. Zupełnie tak, jakby samemu Putinowi rzeczywiście zależało na tym, by Lwów był polski i by Polacy w ogóle pamiętali o tym, że są narodem mogącym szczycić się 600-letnią historią Lwowa i nie tylko. 

Nie może więc dziwić, że opublikowanie przez ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych historycznych map, na których Przemyśl i Ziemia Chełmska oznaczone zostały jako „Ukraina”, przeszło bez echa i że nagłośnienie tego faktu jako wysuwanie roszczeń terytorialnych spotkało się z powtarzanym do znudzenia zarzutem o prorosyjskość. 

Zapewne nie uda nam się ustalić, „co ukraiński MSZ miał na myśli”, publikując mapy, na których Przemyśl i Chełm zostały oznaczone jako Ukraina. Niewątpliwe jest jednak to, że gdyby Ukraina liczyła się w jakikolwiek sposób z Polską, to mapy sugerujące, iż granice państwowe Ukrainy nie obejmują na zachodzie wszystkich „ziem ukraińskich”, nie znalazłyby się na profilu ukraińskiego MSZ oraz ambasad Ukrainy w USA i Niemczech. 

Dzięki publikacji oficjalnej agendy ukraińskiego państwa i ambasad w dwóch najbardziej wpływowych krajach zachodnich przeciętny odbiorca na Zachodzie dowie się, że jeszcze niedawno Ziemia Chełmska i Ziemia Przemyska były ukraińskie, a dziś z jakiegoś powodu nie są. Pomijając fakt, że propagowaniem tego typu map nie muszą być zachwyceni mieszkańcy dzisiejszej wschodniej Polski, to firmowanie ich przez ukraińskie ministerstwo w ramach projektu nazwanego wprost „kartograficzna propaganda” nadaje tej sprawie najwyższą możliwą rangę.

W 2008 roku w orędziu telewizyjnym prezydenta Lecha Kaczyńskiego pojawiła się mapa Niemiec w przedwojennych granicach. Do posłużenia się argumentem grożącego Polsce rewizjonizmu niemieckiego wystarczyło znalezienie się tej mapy na stronie internetowej jednego z „ziomkostw” działającego u naszych zachodnich sąsiadów. Nie jest więc precedensem zwracanie uwagi na tego typu zagrożenie płynące z kraju ościennego – tym bardziej, że w tym przypadku pod mapami kwestionującymi polskość części terytorium RP podpisuje się nie organizacja pozarządowa, jak w przypadku RFN, tylko ministerstwo graniczącego z Polską państwa w ramach rządowego projektu propagandowego. 

Ukraińskie służby państwowe szanują się pod tym względem dużo bardziej – wystarczyła książka polskiego pisarza skierowana do czytelnika w Polsce, by zakazać jej autorowi wjazdu na terytorium Ukrainy. I nie ma tu znaczenia fakt, że Lwów jest historycznie polski, a Przemyśl nie jest historycznie ukraiński, choć z ukraińskich atlasów szkolnych do nauki historii dowiemy się czegoś zupełnie innego. I tak np. jako "okupowane przez polskie wojska" Ukraińcy uważają także tereny dzisiejszej wschodniej Polski, z takimi miastami jak Chełm czy Przemyśl. Wyraźnie to widać na mapie i na legendzie mapy, które oznaczone są czerwonymi strzałkami i czerwonym obramowaniem:

Identycznie zaznaczono współczesne wschodnie ziemie Polski na kolejnej mapie w atlasie do nauki historii w szkołach. Są one "ukraińskimi ziemiami okupowanymi przez polskie wojsko". Wśród "ukraińskich ziem" jest polskie miasto Chełm:

Podobnie przedstawia usytuowanie ziem wschodnich dzisiejszej Polski (wyłączając nawet polskie Kresy, dzisiejszą Ukrainę zachodnią) inna mapa z tego samego atlasu, gdzie "ukraińskimi ziemiami" są znowu Chełmszczyzna, Przemyśl, a nawet południowe fragmenty dzisiejszego województwa białostockiego. "Ukraińskie ziemie" oznaczone są kolorem różowym i siegają nawet wgłąb dzisiejszej, pozbawionej Kresów Polski:

Przypadek Marcina Hałasia podpowiada, że gdyby to państwo polskie zaczęło w ramach jakiejś „propagandy kartograficznej” piętnować terytorialne postanowienia układów jałtańskich (które nie przewidywały dla „ludowej” atrapy państwowości polskiej żadnej rekompensaty na Zachodzie – ustalono to dopiero w Poczdamie) i przypominać o polskim Lwowie, to Ukraina zareagowałaby w sposób właściwy dla szanującego się choćby w minimalnym stopniu państwa. 

Polacy mają też prawo odświeżać sobie pamięć w ramach rożnych „propagandowych kartografii” o tym, że Polska sięgała dzisiejszego Dniepropietrowska i Smoleńska i wcale nie musielibyśmy się posiłkować mapami polskimi.

Znając stosunek polskich mediów do incydentalnych prób przypominania o polskości Wilna i Lwowa przez kibiców Legii, wśród polsko-ukraińskich lub ukraińsko-polskich patriotów reakcja na takie posunięcie byłaby skrajnie negatywna. Tymczasem, odwoływanie się do czasów, gdy Polska sięgała Kijowa, zaś słowo „ukraina” oznaczało po prostu pogranicze, mamy wpisane nawet we własnej konstytucji, w której deklarujemy ciągłość prawną, państwową i historyczną z przedrozbiorową Polską. 

Tomasz Jasiński



  • Poleć
  • Nie lubię tego!
  • Zgłoś nadużycie
  • Skomentuj
poczekaj cierpliwie...
Dotychczas opublikował:
Artykuły: 2321
Galeria: 39

Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog
Ecoeconomy blog

Wesprzyj portal:



Rejestracja

Do logowania
Użytkownik (*):
E-mail (*):
Hasło (*):
Ponownie (*):
 
O sobie
Rok urodzenia:
Miejsce zamieszkania:
Telefon:
O sobie:
Moje komunikatory
Gadu-Gadu:
GoogleTalk:
Skype:

Zaloguj się do serwisu


| Zapomniałem hasła

Witaj Gościu! Zarejestruj | Zaloguj