Rocznica smutna i aktualna
Trzeci Maja, pamiątka ostatniego z wielkich czynów Pierwszej Rzeczypospolitej, tego czynu, który dokonany został tuż przed Jej upadkiem. Trzeciomajową Pamiątkę obchodziliśmy radośnie za Księstwa Warszawskiego, a potem juz niemal tylko smutno i w sposób utajony, za wyjątkiem obchodów w dniach powstania listopadowego. Te smutne obchody ośpiewał Rajnold Suchodolski:
Wtenczas Polak ze łzą w oku
Smutkiem powlekł blade lice
I trzeciego maja w roku
Wspominał lubą rocznicę.
Tak właśnie i ja - pomiędzy innymi licealistami lat osiemdziesiątych - wspominałem tę rocznicę: radośnie, lecz zarazem w tonie smętnym. Bo obchodzić jej nie było wolno, więc robiła się z tej rocznicy "zadyma"; przypinało się sobie orzełki w koronach (niby nie zakazane, ale bardzo źle widziane), wystawiało na "szykany" (w tamtych czasach - nieprzyjemne, lecz przeważnie niegroźne już, był to wszak schyłek komuny). Rocznica podgrzewała, była "luba": wspominano z nią czasy, gdy od Warty aż do Dniepru można było swobodnie krzyczeć: "wiwat król, wiwat naród, wiwat wszystkie stany".
Rocznica smutna i nieprzyjemna
Tym niemniej Trzeci Maja to także rocznica nieprzyjemna. Warto o tym, zwłaszcza DZIŚ, pamiętać. Trzeba wspomnieć na okoliczności, w jakich przegłosowano konstytucję. I nie chodzi mi o to, że nie wszyscy "byli za". Uchwalenie konstytucji miało, jak wiadomo, znamiona zamachu stanu, ale sejmiki kontrowersyjną decyzję sejmu potwierdziły - i tu możemy być spokojni: Naród Polityczny en masse konstytucję poparł. Nie przez to rocznica Trzeciego Maja jest smutna.
Smutne jest to, że jest to rocznica iluzji. Bo żyliśmy wówczas w iluzji, z której nie wszyscy Polacy zdawali sobie sprawę - w zasadzie stosunkowo nieliczni byli tej iluzji w pełni świadomi. Sojusz z Prusami i uchwalenie zorganizowania ogromnej armii miało nas rzekomo zabezpieczać przed Rosją. Jak wiemy, te niby żelazne zabezpieczenia okazały się nic nie warte - i od samego początku takie były.
Ale jeszcze smutniejsze jest to, że ci, którzy do sukcesu trzeciomajowego doprowadzili, zarazem go pogrzebali. Bo mogli, wykazując upór, nie poddać się Rosji. A jednak ci ZDRAJCY najpierw uznali, że słusznym i sprawiedliwym jest cieszyć się niezależnością względem Rosji - ale zarazem słusznym i sprawiedliwym jest ukorzyć się przed Rosją, jako silniejszą i w gruncie rzeczy niezwyciężoną, kiedy tylko tego zażąda.
Zdrada główna
Głównym takim zdrajcą okazał się król Stanisław August. Jak wiemy - zacytuję tu Franciszka Karpińskiego - "król miał oblicze szanowne, serce najlepsze, wiadomości rzeczy wielkie, grzeczność w obcowaniu nadzwyczajną, wymowę niepospolitą". Zarazem jednak "rozum w czynnościach tak słaby, że (...) każdy według swego interesu przeciągnął go w stronę, gdzie żądał".
Głosił swoją osobistą miłość i uwielbienie dla carycy Katarzyny. Napisał nawet, że został królem polski tylko i wyłącznie dlatego, że Ona tak chciała.
I to on, król najpierw sam doprowadził do uchwalenia konstytucji - ale potem w dramatycznych okolicznościach osobiście doprowadził do zalegalizowania rozbioru na sejmie grodzieńskim. To król na żądanie Rosji abdykował - a nie musiał tego robić - abdykował tylko po to, żeby móc spędzić resztę życia w dostatku.
Gdyby nie złożył korony, gdyby nie doprowadził do legalizacji zaborów, sytuacja prawna Królestwa Polskiego, nawet zajętego przez Rosjan, pokonanego, zdruzgotanego - byłaby zupełnie inna.
Summa summarum
Miłość i pojednanie. Próby samodzielnego podfruwania, ale przy pierwszym sprzeciwie Wielkiej Gwarantki - żałosna rezygnacja. Bezradność: bo nie można nadużywać cierpliwości Rosji. Bo z Rosją zadzierać nie należy.
Żyjemy w czasach, które niestety epokę Trzeciego Maja przypominają. Na Ukrainie - w sposób dosłowny. W Polsce... - zamilczmy.
Jacek Kowalski



















