Strona www.kresy.pl wykorzystuje pliki cookies (po polsku ciasteczka)

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Dowiedz sie więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy. Polityka cookie.

Polskie dworki. Surowe, piękne, zimne

Dodane przez wachmistrz_Soroka
Opublikowano: Poniedziałek, 10 października 2011 o godz. 12:12:32

 

Dwór szlachecki to pomnik polskiej kultury i symbol tego co w niej najlepsze. Jednak mieszkańcy dworów musieli zmagać się z bardzo prozaicznymi problemami. Jednym z największych było zimno. Chłód wdzierał się do budynków każdą szczeliną, a metody ogrzewania były bardzo nieefektywne.


Czy podoba Ci się ten materiał?

Opodatkuj się!
W miesiącu październik otrzymaliśmy od Was 3 854,00 zł, potrzebujemy zaś na dalsze funkcjonowanie 20 000,00 zł.
Zebraliśmy więc tylko 19,27% wymaganych pieniędzy na nasze dalsze funkcjonowanie.

Kresy — kraina dla Polaków wyjątkowa, magiczna. W tym roku odwiedziłem ją znów, znów mieszkałem w polskich dworkach. Jednak mimo całego ich piękna i walorów historycznych zimą musiało tam być zimno. Skąd to przypuszczenie? Widziałem niedawno demonstrację tzw. termoizolacji natryskowej Polskiej Grupy Izolacji Natryskowych. [link=http://pgin.org/] Proszę sobie wyobrazić, że fachowiec uzbrojony w pistolet ciśnieniowy, którym natryskuje cienką warstwę mieszanki, w ciągu kilku sekund rosnącej na grubość prawie 15 centymetrów, potrafi „załatwić” typowe poddasze w ciągu jednego dnia. Izolacja nakładana w jednym przejściu tworzy jednolitą warstwę bez żadnych szczelin (fachowcy nazywają je „mostkami termicznymi”). Widziałem to na pokazie „na żywo”, podczas wykonywania izolacji w domu jednego z moich przyjaciół. Wszystko to skłoniło mnie do przyjrzenia się architekturze polskich historycznych siedzib od strony bardziej technicznej niż estetycznej. Bo faktycznie — było w nich zimno...

Wiek XVI i XVII: bezpieczeństwo i prostota
Najdawniejsze dworki nie przypominały tych, które znamy z obrazów i literatury. Cechowała je prostota — by nie rzec: surowość — i funkcjonalność. Najważniejsze były walory obronne; budowla taka przypominała raczej rycerską stanicę niż wiejską rezydencję.

Tak być musiało: przez Kresy nieustannie przewalały się najazdy tatarskie, kozackie, grasowali najrozmaitsi łotrzykowie. A i sąsiad-szlachcic mógł wpaść z niezapowiedzianą roboczą wizytą, czyli tzw. zajazdem.

Dwór musiał też być odporny na warunki klimatyczne. To była jego druga najważniejsza funkcja, bo zimy na Kresach (zarówno tych południowo-wschodnich, jak i północno-wschodnich) były długie, śnieżne i zimne.

Dwory budowano z modrzewiowych belek, szpary między nimi uszczelniano mchem i gliną. Z zewnątrz ściany budowli obijano deskami. Utratę ciepła eliminowano dzięki odpowiedniej konstrukcji: dworki były parterowe, niskie, zatem łatwiejsze do ogrzania. Podłogi były zupełnie proste, robione z desek sosnowych lub dębowych. Posadzki rozpowszechniły się  w dopiero w XVIII stuleciu.

Ówczesny dwór nie był też budowlą wyodrębnioną od reszty domostwa. Do trzonu budynku dobudowywano pomieszczenia służby i obiekty gospodarcze. To podnosiło walory obronne dworu  i było dodatkową izolacją.

Główny dom miał dwie części: pańską i czeladną. Rozdzielała je ogromna sień,  największe pomieszczenie dworu. Tam przyjmowano gości, wyprawiano uczty i tańce, zwoływano sąsiedzkie spotkania, a nawet sejmiki. W razie ataku sień służyła jako miejsce schronienia sąsiadów.

Pozostałe pomieszczenia części pańskiej, jak izba stołowa, bawialnia (zwana też świetlicą), komnaty sypialne i gościnne były znacznie mniejsze. Dla oszczędności budowano je w  układzie amfiladowym — korytarz wymagałby bowiem dodatkowego ogrzewania.

Okna były niewielkie, wręcz miniaturowe — także dlatego, że służyły głównie za strzelnice. A poza „wojenną potrzebą” w zasadzie ich nie otwierano, bojąc się utraty ciepła i przeciągów. By odświeżyć powietrze, używano ziół preparowanych na rozmaite sposoby. Najczęściej był to wydzielający przyjemną woń drobiutko pocięty tatarak. Posypywano nim podłogę. 
Szyby zastępowały błony sporządzone z woskowego płótna albo zwykłego natłuszczonego papieru. Szkło było wówczas bardzo drogie, na małe szybki oprawione w ołowiane lub drewniane ramki mogli sobie pozwolić wyłącznie najbogatsi. Prawdziwi krezusi mieli szybki gładkie, przezroczyste, zwykle bezbarwne, zwane szkłem weneckim.

W izbach znajdowały się gliniane piece lub kominy, zapewniające odpowiednią ilość ciepła i świata. Oczywiście wystarczającą jak na ówczesne czasy, dla nas zapewne absolutnie minimalną. Palono w nich drewnem; szlachcic musiał mieć odpowiednie zapasy na zimę.

Nie były to jedyne zapasy, gromadzone na tę porę roku. W lochu wykopanym przy dworze, pełniącym rolę dzisiejszej lodówki,  przechowywano duże zapasy żywności, pozwalające gospodarzom przetrwać nie tylko zimę, ale i ewentualne oblężenie.

W takim dworku można było przetrwać największe mrozy, ale bez komfortu. Było zimno, a warunki wewnątrz były spartańskie. Łukasz Górnicki (1527-1603, pisarz, sekretarz Zygmunta Augusta) nazywał ówczesne budownictwo podłym.
Ale z czasem architektura dworków ewoluuje. Pierwsze zmiany następują w XVIII wieku, a wieku XIX nowa funkcja i forma jest w pełni dojrzała.

Wiek XVIII i XIX: piękno i styl

Ikona naszej architektury. Odwieczny element krajobrazu: drewniany, pomalowany na biało, zbudowany na planie prostokąta, z wysokim, często łamanym dachem. Przed nim obszerny podjazd...

To opis kresowych siedzib zbudowanych w XVIII i XIX wieku — zaczerpnąłem go zresztą z „Pamiętnika Wacławy” Elizy Orzeszkowej. Pisarka urodziła się w takim właśnie dworku na Grodzieńszczyźnie.

Dworek nie musi już spełniać funkcji obronnych. Jego forma nie jest zdominowana funkcjonalnością. To rezydencja — mieszkanie, miejsce pracy, ośrodek zarządzania majątkiem ziemskim i miejsce nauczania dzieci. Jest też dużej mierze samowystarczalny pod względem zaopatrzenia w żywność i wiele innych dóbr.

Wielkość XIX-wiecznego dworku zależy od zamożności gospodarza, są jednak pewne standardy. Stanisław Szafarkiewicz w rozprawce „Budowa dworków wiejskich” z 1882 roku pisze „dworek taki powinien się składać co najmniej z pokoju do zajęć zwykłych, salonu, jadalni, pracowni dla właściciela, sypialni dla państwa i dla dzieci, pokoju dla bony lub nauczyciela domowego, z dwóch-trzech pokoi gościnnych, z obszernej kuchni, z jednej lub dwóch spiżarni, izby dla czeladzi i z sypialni dla służby, oprócz dostatecznej liczby piwnic i góry”.

Taki dworek liczył co najmniej jedenaście pokoi. Były one — w przeciwieństwie do izb „dworku obronnego” — duże, przestronne, miały też duże okna, co czyniło je trudnymi do ogrzania. A klimat Kresów nie zmienił się...
Według literatury pamiętnikarskiej głównym zmartwieniem gospodarzy było zimno — ten problem pozostał. „Ciągnęło” od nieszczelnych okien i od podłogi, wiało od drzwi.  Szyby nadal były drogie, nie było więc mowy o podwójnych oknach. Zimą dwór był nadal permanentnie niedogrzany.

Kominki nie były w stanie ogrzać dużych pokoi, dawały ciepło tylko w najbliższym otoczeniu, a wygaszone szybko stygły. W dni słotne i mgliste komin nie dawał odpowiedniego „cugu”, kominek nie rozpalał się dobrze i właściwie nie grzał. A piece kaflowe — ówczesna nowatorska technologia grzewcza —upowszechniały się: były drogie, wymagały drogiego węgla, który musiano dowozić. 

Drewno coraz częściej zastępowała cegła i kamień, nie sprawdzające się jednak w kresowych warunkach. Dwór, stawiany zazwyczaj na szczycie wzgórza owiewały silne wiatry, zarówno ochładzając ściany od zewnątrz, jak i wdzierając się we wszystkie szczeliny. A naprawdę skuteczne materiały izolacyjne nadal były melodią przyszłości...

Szkoda, że styropian, wełna mineralna a najlepiej technologia natryskiwania pianek izolacyjnych, którą obejrzałem podczas pokazu „na żywo” [link=http://pgin.org/natrysk-na-zywo/] pojawiła się dopiero obecnie — zapewne więcej urokliwych polskich dworków przetrwałoby do dziś, a istniejące byłyby w dużo lepszym stanie. Zwłaszcza, że izolacja natryskowa jest porównywalna cenowo do metod tradycyjnych, za to producent daje jej dożywotnią — czyli można rzec: wieczną — gwarancję.

Artykuł sponsorowany przez Polską Grupę Izolacji Natryskowej

Marek A. Koprowski



  • Poleć
  • Nie lubię tego!
  • Zgłoś nadużycie
  • Skomentuj
poczekaj cierpliwie...
Baner 750px x 100px




Rejestracja

Do logowania
Użytkownik (*):
E-mail (*):
Hasło (*):
Ponownie (*):
 
O sobie
Rok urodzenia:
Miejsce zamieszkania:
Telefon:
O sobie:
Moje komunikatory
Gadu-Gadu:
GoogleTalk:
Skype:

Zaloguj się do serwisu


| Zapomniałem hasła

Witaj Gościu! Zarejestruj | Zaloguj