Strona www.kresy.pl wykorzystuje pliki cookies (po polsku ciasteczka)

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Dowiedz sie więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy. Polityka cookie.

Łuck

Dodane przez jacekgandalf
Opublikowano: Środa, 31 marca 2010 o godz. 16:04:25
TAGI: Borys, Jagiełło, Wiśniowiecki, Chmielnicki, Wyhowski, Kowal, Sobieski, Leszczyński, Rowicki, Romer, Ruso, Zając, Chalecki, Bałaban, Aleksandrowicz, Ostrogski, Zbaraski, Radziwiłł, Potocki, Czartoryski, Lanckoroński, Lem, Zasławski, Korecki, Sawa, Orda, Chmielowski, Achmetow, Tyszkiewicz

 

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 1, pod red. F. Sulimirskiego, B. Chlebowskiego, W. Walewskiego, t. 5, 1884, s. 778-792.


Czy podoba Ci się ten materiał?

Opodatkuj się!
W miesiącu wrzesień otrzymaliśmy od Was 4 485,00 zł, potrzebujemy zaś na dalsze funkcjonowanie 20 000,00 zł.
Zebraliśmy więc tylko 22,43% wymaganych pieniędzy na nasze dalsze funkcjonowanie.

[s. 778]

 

Łuck, m. pow. gub. wołyńskiej, nad rzeka­mi Styrem i Głuszcem, o 14 w. od st. dr. żel. Kiwirce, o 60 w. od granicy galicyjskiej, o 175 od Brześcia lit., o 250 od Żytomierza i Ka­mieńca podoi., byłe m. główne pow. łuckiego w województwie wołyńskiem i województwa, pod 50° 44' 42" szer. i 42° 59' dług. Jest to jedno z najstarożytniejszych miast na Wołyniu.

 

[s. 779]

 

Była to przedwieczna osada plemienia Dulębów, stąd nawet czasem Łuczanami zwa­nych, nad któremi się niegdyś tak Awarowie znęcali. W X w, zawładli tym krajem, razem z innemi ''czerwieńskimi grodami'', Rusowie. W 1073 zdobył Ł. Bolesław Śmiały, idąc do Kijowa. Po ustaleniu się na Rusi systemu dzielnic, Ł. przypadł książętom włodzimier­skim, z całym "Wołyniem; lecz miewał on cza­sem i swych osobnych władców, a z czasem otrzymał odrębnych od Włodzimierza włady­ków. Zniszczony przez Mongołów 1240 r., w 1261 na rozkaz Buronriaja, znów Ł. był zburzonym przez samego księcia Wasilka, ra­zem z Krzemieńcem. W 1320 r. dostało się to miasto pod władzę Gedymina. Ten powie­rzył zarząd Wołynia synowi swemu Lubartowi. Lecz Kazimierz Wielki, uważający siebie za dziedzica książąt halickich i włodzimier­skich, upomniał się o Wołyń u Litwy i w 1349 r. opanował między innemi i Łuckiem, który następnie puścił Lubartowi pod obowiązkiem hołdu. Litwa przecie nie myślała ulegać. Syn Lubartów Teodor przysięga 1386 r. Jagielle, jako królowi, na wierność; ale Wołyń z Łu­ckiem tem nie mniej zostaje przy Litwie, sta­jąc się przedmiotem długiego zawziętego sporu. Witold, jako wielki książę lit., spokojnie Łuck dzierży. W 1393 r. funduje z Jagiełłą klasz­tor dominikanów, a w 1428 przenosi tu kate­drę łacińską z Włodzimierza. W 1429 odbył się tu znakomity ów zjazd, za staraniem cesa­rza Zygmunta w celu niby zapobieżenia grożą­cemu niebezpieczeństwu od Turków odbyty. Byli na nim, oprócz cesarza, Jagiełły i Witol­da, król duński, w. ks. moskiewski, mistrzo­wie: pruski i inflancki, hospodar wołoski, cha­nowie perekopski i zawołski i wielu innych panów i znakomitości, jak ówczesny metro­polita Rusi Focyusz. Słynnie podejmował Witold gości; lecz rozżalony stąd odjechał, nie otrzymawszy od Polaków przyzwolenia na ko­ronę. Po śmierci Witolda bronił się tu nie­raz w zamku burzliwy Świdrygiełło, ciągłe przemyśliwający o wielko-książęcej władzy. Co do miasta, już 1432 obdarzył je Jagiełło prawem magdeburskiem, dozwalając mu rzą­dzić się na wzór Krakowa i Lwowa; syn zaś jego Kazimierz, jako w. ks. litewski, w 1444 nadaje mu nowe swobody i uznaje Ł, w liczbie 15 główniejszych miast litewskich. Po wstąpieniu Kazimierza na tron Polacy po­częli znów spór o Wołyń, i ''zgrzytali na kró­la, że Litwa Łucko wzięła," po śmierci Świdrygiełły 1452. Następnie musiało to miasto uledz jakiemuś srogiemu zniszczeniu, gdy 1497 w. ks. Aleksander występuje jako nowy onego założyciel, nadając mu prawo magdeburskie i inne swobody znaczne. Zyg. August swobo­dy te jeszcze pomnożył. Łuck zatem znacznie się podniósł; śród innych cieszyli się i żydzi pomyślnością. W pierwszych czasach po unii lubelskiej kwitnął już Ł. przemysłem, handlem i zamożnością obywateli: mnóstwo już tu było rozmaitego rodzaju rzemieślnika. Miasto to stało się stolicą województwa wołyńskiego; w jego murach odbywały się sejmiki szlachty, a na rozległych za miastem płaszczyznach, onej popisy zbrojne w pospolitem ruszeniu. W r. 1595 na synodzie brzeskim, z innymi, władyka tutejszy 0. Terlecki przyjął religijną unią. W 1612 otworzyli tu swe kolegium jezuici, sprowadzeni przez biskupa Wołuckiego i popierani gorliwie prze/ wołyńskich knia­ziów. Kolegium to było jednem z najzamożniejszych w prowincyi. Jezuici otworzyli szkoły wyższe, a przy nich kursa teologii i fi­lozofii. Pożar wielki za Zyg. III (koło 1617) zubożył miasto niepomału. Królewicz Wła­dysław odbywał tu przegląd wojska, idąc 1617 r. na wyprawę do Moskwy. Po zgonie Augu­sta II, województwo wołyńskie, dla poparcia elekcyi Leszczyńskiego pierwsze zawiązało tu 1733 r. konfederacyą pod laską wojewody swe­go Michała Potockiego. Lustracya 1765 r. przyświadcza, że miasto już było znacząco podupadłe: zamek ''dawnością czasów spustosza­ły," a w nim ''działa żadnego ani broni ręcz­nej;" prawa mieszczan przez nadużycia ście­śnione. Sstwo daje dochodu 18030 zip. Licz­ne tylko klasztory widocznie kwitły. W 1781 miasto strasznej doznało klęski od pożaru; zgo­rzało bowiem 454 "domów, obie katedry i kilka domów. To też smutny daje obraz lustracya 1789 r. Mieszczanie skarżą się, że z upadku nie mogą się dźwignąć, dociskani przez bez­prawia różnoliczne: władz, szlachty, ducho­wieństwa i żydów. Na tych ostatnich szcze­gólniej użala się miasto: wdzierają się oni w prawa, obowiązków znać nie chcą; karaimi za to otrzymują chlubne świadectwo rzetelno­ści i pracy. W ogóle o dziejach Ł. czyt. su­mienną monografią T. J. Steckiego p. t. Ł. sta­rożytny i dzisiejszy (Kraków, 1876). Do cha­rakterystyki Ł. w ostatnich latach kilkudzie­sięciu zaliczyćby chyba należało nieustanne kwaterunki wojsk, a także częste przejazdy przez to miasto monarchów rosyjskich. Ge­ograficznemu swemu położeniu winien Ł. i je­dno i drugie. Bliskość istniejącej jeszcze przed laty granicy Królestwa Polskiego i roz­ległe do koła miasta równiny - stanowiły punkt dogodny dla przeglądów wojskowych, na które zjeżdżali tu corocznie prawie panują­cy lub osoby ich rodziny. W r. 1707 Piotr W. w powrocie z Warszawy, w towarzystwie ks. Menszykowa, odwiedził Ł., jako miejsce dawnych ruskich i polskich pamiątek. W1810 i 1811 r. kwatero wid: tu ks. Bagration ze swo­ją armią, która z Ł. ruszyła do Kobrzynia

 

[s. 780]

 

przeciw wojsk francuskich. W 1812 r. stanął w Ł. obozem z całym korpusem armii rosyj­skiej jen. Tormasow, spaliwszy wszystkie mo­sty i przeprawy na Styrze. Naprzeciw niego rozlokowały się sprzymierzone wojska: Fran­cuzi, Saksończycy, Bawarczykowie i Węgrzy pod dowództwem hr. Schwarzenberga, który główną kwaterę miał we wsi Hołobach,. o 30 w. od Ł. W 1816 i 1819 r. przejazdem do Warszawy i napowrót zatrzymał się w Ł. ce­sarz Aleksander I, w towarzystwie ks. Wołkońskiego. Od 1816 do 1831 r. stała obozem pod Łuckiem cała dywizya litewskiego korpu­su, którą dowodził jen. Grogolew. Co roku w tym czasie dla przeglądu wojsk zjeżdżał tu wielki książę Konstanty, brat cesarza. W1826 r. robił przegląd litewskiego korpusu pod wsią Żydyczynem Mikołaj I, w towarzystwie w. ks. Konstantego. W 1840, 1842 i 1845 r. przejeżdżał przez Ł. całym swym orszakiem, jadąc do Warszawy, cesarz Mikołaj I. W1850 i 1851 r. po dwakroć robił przeglądy 4 kor­pusu piechoty, pod Ł. obozem stojącego, ce­sarz Mikołaj I, w towarzystwie synów swych. W 1854 r. z Warszawy udając się do Turcyi przejeżdżał tędy namiestnik Królestwa Polskiego ks. Paszkiewicz-Erywański, zatrzymaw­szy się w Ł. dla przeglądu 4 i 5 dywizyi kor­pusu grenadyerów, obozem pod miastom sto­jącej. W 1857 r. w drodze z Warszawy do Kijowa, zatrzymał się w Ł. cesarz Aleksander II z małżonką i licznym dworu orszakiem. W 1859 r. powtórny przejazd cesarza Ale­ksandra II, jadącego z Warszawy. Dziś miasto Ł. na przestrzeni 72 dzies. posiada koło 600 dm. i do 11000 mk., których sześć tysięcy kil­kaset osób na samych żydów przypada. Przed laty dwunastu droga kamienna (chaussśe) kijowsko-brzeska, przez całą długość przecięła to miasto, co wielkiem dla niego stało się do­brodziejstwem, z natury bowiem niezmiernie błotniste, w każdej porze roku stało się teraz dla przyjeżdżających dostępne; zresztą handel sic tu nieco podniósł, ruch ożywił jadącemi z Kijowa i Wołynia do Warszawy. Droga ta przechodzi przez przedmieście Chmielnik, zwra­ca się przed bazyliańskim mostem na zachód ku rzece i przeciąwszy ją fundamentalną gro­blą, wyprowadza dawnym szlakiem podróż­nych z miasta. Podług statystycznych da­nych w r. 1862 dopełnionych, budżet miasta Ł. obliczano w ogóle na 12,956 rs. Sklepów w mczku liczą teraz 118, innych zakładów handlowych 36, fabryk 8 na potrzeby miejscowe (browar, 2 fabr. tytuniu, 3 świec łojo­wych, olejarnia i farbiernia); rzemieślników wszystkich 282. Jarmarków bywa tu rocznie trzy, ale te, równie jak targi i w ogólności ca­ły przemysł miasta, są nieznaczne.

Zamek łucki. Najciekawszym, najpiękniej­szym zabytkiem w Ł. jest, bezwątpienia, wspa­niały jego zamek. Składa się on z dwóch nie­jednocześnie założonych warowni zamku gór­nego i dolnego (okólnym w starych dokumen­tach zwanego). Pierwszy zbudowany jest na wyniosłości, z trzech stron oblanej rzeką, z czwartej zaś, oddzielonej od dolnego zamku i od miasta, głębokim kanałem, który niegdyś, w potrzebie, wodą ze Styru napełniano. Na kanale przed wjazdową basztą rzucony, dziś stały a niegdyś zwodzony most. Miejsce oto­czone murami górnego zamku ma kształt nie­regularnego koła, z trzema wyniosłem! baszta­mi, z których dziś pozostały tylko ściany, po­pękane w wielu miejscach. Ściana broniąca górnego zamku, na 35 stóp wyniosła, w znacz­nej części dobrze jest zachowana i gdyby nie nadwerężony fundament przez wyłamywanie zeń kamieni na rozmaito potrzeby mieszkań­ców, mogłaby jeszcze przetrwać bardzo długo. Bliższe rozpatrzenie się przekonywa, że ściana ta była różnoczasowie dobudowywana, przyczem porobione zostały ambrazury i okna dla armat, a na wierzchu zęby, z po za których można było razić nieprzyjaciela z ręcznej bro­ni, rusznic i łuków. Baszta główna czyli wja­zdowa, mająca nad bramą trzy piętra okien, trzyma wysokości 92 stóp; takiejże wysokości jest baszta południowo-wschodnia, o tyluż pię­trach okien, lepiej od innych zachowana; trze­cia nakoniec, znacznie niższa, zaledwie na stóp dziesięć przechodzi wysokość okalającego za­mek muru. W basztach tych, w zeszłym jesz­cze wieku były izby dla przechowywania ak­tów ziemskich i grodzkich, wieże dla dekreto­wanych, wieże dla szlachty i t. d. Wewnątrz górnego zamku mieściły się: pałac książęcy, cerkiew katedralna ś. Jana Ewangielisty, dom władyki ruskiego z oficyną dla kleru i dom dla służby zamkowej czyli warta. Od po­czątku zaś XVII w. w zamku górnym odprawowały się sądy łuckie, dotąd stałego po­mieszczenia niemające, na który to cel konstytucyą 1611 r. pozwolono było wojewódz­twu gmach w zamku naprawić; zapewne rozu­miano tu pałac książęcy. Pałac ten, który lustracya 1765 r. zastała w ruinie, dotrwał do r. 1789, kiedy go kazał rozebrać ks. Józef Czartoryski, stolnik litewski, ssta łucki, a na jego miejscu zbudował murowany dom bez pię­tra, w którym mieściły się sądy i archiwa łu­ckie, złożone poprzednio w basztach. Za na­szych czasów w górnym zamku mieściły się: juryzdykcye powiatowe, kasa powiatowa (kaznaczejstwo), dom naczelnika inwalidów i parę chlewów. Zamku dolnego zaledwie miejsco­wość da się już dziś oznaczyć. Ściana fortyfi­kacyjna tego dolnego czyli okólnego zamku, zaczynała się od południowo-wschodniej baszty zamku górnego, jak to i dotąd szczątki jej

 

[s. 781]

 

wskazują, dalej brzegiem Styru szła do miej­sca, gdzie dziś stoją ruiny klasztoru domini­kańskiego, skąd zwracała się na północ, i opa­sując kościół i klasztor jezuitów, szła do rzeki Głuszca mniejszego, a następnie zawracała się na wschód, okalała kościół katedralny katoli­cki, w którego murach mieścił się w ostatnich czasach klasztor panien miłosierdzia, i łączyła się ze ścianami górnego zamku przy wjazdo­wej baszcie. Mamy historyczne świadectwa w podaniach kronikarzy o istnieniu zamku już w XI w., pierwszy jednak był bez wątpienia drewniany, pobudowanie zaś tego, którego ru­iny nam dziś pozostały, ruiny najwspanialsze, najstarożytniejsze w tej części Wołynia, nale­ży się Lubartowi i do roku mniej więcej 1325 odnieść należy. Witold więc i Świdrygiełło dokonali tylko, i to niezupełnie, rozpoczętego już dzieła. Niektórzy archeologowie nasi, wnioskując z pięknej struktury niektórych części zamkowych i z starannego murowania, przypisują wzniesienie tego zamku jeszcze późniejszym czasom, co jednak z podaniami piśmiennemi w zupełnej jest sprzeczności. Ze wyprowadzenie ścian i baszt zamkowych jest dziełem książąt litewskich, o tem żadnej wąt­pliwości być nie może, pewnego więc rodzaju odnowienie tylko, przebudowanie jakiej baszty i podniesienie ścian, na których dają się nawet dostrzedz ślady domurowywania, oto jedyne szczegóły tej budowy, które do późniejszych czasów odnieśćby można, a mianowicie do cza­sów Zygmunta Augusta, przy którym zamki wołyńskie poprawiane były i w broń opatry­wane, lub jeszcze do późniejszych, kiedy, po ustąpieniu Turkom Kamieńca, zamek łucki na­brał większego strategicznego znaczenia. Nie dziw, że śladów piśmiennych z tak odległej przeszłości o początkach założenia tej budowy nie mogli znaleść ani lustratorowie, ani nasi spółcześni badacze kraj ten bowiem w ogó­le, a Ł. w szczególności, przyjął na pierś swo­ją wszystkie pociski hord muzułmańskich i ko­zackich, a oprócz tego każde niemal pokolenie widziało gród ten w gruzy rozsypującym się od strasznych, a tak częstych tu pożarów. W tych to najazdach, w tych pożarach zatra­cone zostały piśmienne zabytki dziejów Wo­łynia dotyczące, aż do połowy XVI w.; ma­luczkie tylko z nich doszły nas okruchy. Od tej zaś epoki, a szczególniej od czasu umiesz­czenia sądów i ksiąg aktowych w zamku, ar­chiwa łuckie przechowały się w dość dobrym stanie.

Cerkiew katedralna. Jedną z najstarożytniejszych świątyń Pańskich w Ł., o której pamięć już tylko śród mieszkańców pozostała, była cerkiew katedralna ś. Jana Ewangielisty, znaj­dująca się niegdyś w górnym zamku, na sa­mym środku zamkowego placu. Z najdawniej­szych czasów, odkąd wspomnienie o niej w kro­nikach spotykamy, była ona katedralną świą­tynią obrządku wschodniego, której władyko­wie czyli biskupi tytułowali się do ostatnich czasów: biskupami łuckimi i ostrogskimi, egzarchami metropolii ruskiej, czyli całej Rusi (totius Russiae), jak się w tytule pisali. Po­czątkowe dzieje tej katedry, sięgając niezmier­nie odległej starożytności, bo jeszcze pierw­szych lat XIII stulecia, same z siebie są mgliste - imiona więc nawet pierwszych władyków zatarły się w wiekowej pomroce. Pierwszym dopiero, o którym wspominają kroniki, miał być biskup Teodozyusz w r. 1326. W tym roku, w grudniu, jak podaje Bartoszewicz, po­wołując się na Stepennyja Knigi, t. I, str. 419, miał biskup ten grzebać ś. Piotra, zapewne poprzednika swojego. Drugim po nim był Teodor w 1338 r., następnie Eufemiusz, które­go rok śmierci niewiadomy. Następuje potem dość długa przerwa, w której głucho o włady­kach łuckich, aż dopiero w r. 1389 w kroni­kach zjawia się Jona władyka, który w tymże roku znajdował się w Carogrodzie z metropo­litą Cypryanem, jako biskup wołyński. Fe­dor, władyka, był w Moskwie r. 1397 (o tym. Karamzyn w tomie V przyp. 254). Następca jego Aleksy-Iwan w r. 1398 obiecuje królowi polskiemu cały wór pieniędzy, jeżeli zostanie metropolitą. Po nim na władyctwie był Sa­wa, który musiał się zrzec pasterstwa i był pod klątwą, a metropolita ściągnął go do Mo­skwy, gdzie na soborze r. 1401 Sawa ten za­siadał. Dyonizy, władyka łucki, zasiadał zno­wu na synodzie nowogrodzkim litewskim 1415 r., przy złożeniu Focyusza ze stolicy metropo­litalnej. Przed r. 1490 był tu jakiś władyka Demetry, o którym wspomina Susza, nie poda­jąc jednak roku, w którym żył. Po nim na­stępujący władykowie byli w Ł.: Martynian-Nicefor w 1490 r., Cyryl w 1509, Pafnucy w 1526, Makary w 1528 r. Od 1540 po 1548 władyką łuckim był Teodozy Hulewicz, po nim w 1548 r. Arseniusz, dalej Józef czyli Joasaf, ten od 1558 po 1565 - Marko Żórawnicki h. Korczak (którego Niesiecki Żórawińskim pisze), nominatodr. 1561, rządził do 1567 r. Po nim przesunął się na władyctwie Józef; aż dopiero w 1571 r. z władyctwa włodzimirskiego przeniesiony tu został Jan Jonasz Jackowicz Borzobohaty Krasieński, postać prawie historyczna, upamiętniona sławną walką o władyctwo włodzimierskie z Teodozym Łazow­skim, który szturmem zdobywał Włodzimierz, stolicę swą biskupią, i wyparować z niej po­trafił Krasieńskiego. Krasieński, pokonany, ustąpił do Ł., skąd w r. 1585 banitą ogłoszo­ny został przez króla. Na jego miejsce objął władyctwo łuckie od r. 1585 z bisk. pińskiego Cyryl Terlecki h. Sas. Z nim właściwie

 

[s. 782]

 

za­czynają się czasy historyczne władyctwa łu­ckiego; wtedy bowiem urządzać się zaczęła hierarchia cerkwi w Litwie i na Rusi. Wła­dyka łucki i ostrogski wziął trzecie miejsce, po metropolicie i biskupie włodzimierskim, a przed arcybiskupami połockim i smoleńskim. Patryarcha Teofan, urządzając wtedy cerkiew w Kijowie, władyce łuckiemu nadał tytuł egzarchy całej Rusi, to jest niby namiestnika, zastępcy metropolity. W taki sposób włady­ka łucki nabył znaczenia dużo niezawisłego w cerkwi, nawet względem samego metropo­lity, Jednocześnie z tym egzarchatem, wła­dyka włodzimierski otrzymał tytuł prototroniego, co znaczyło zastępcę prawnego, pierw­szego biskupa po najpierwszym, gdy egzarcha był jakby nieustającym posłem w cerkwi unickiej przy metropolicie kijowskim, niejako legatus natus stolicy apostolskiej, urzędował przy metropolicie i jego zastępcy prototroniin. Takiem dostojeństwem przyobleczony Cyryl Terlecki, już zaraz na synodzie brzeskim w 1595 r. odbytym, wraz z Hipacym Pociejem prototronim włodzimierskim, pierwsi przychylili się do unii z kościołem katolickim. Zaraz też po­tem pośpieszyli obadwa do Rzymu, gdzie pa­pieżowi Klemensowi VIII posłuszeństwo, imie­niem metropolity swego Michała Rahozy, zło­żyli. Poczem opatrzywszy ich listem do Zy­gmunta III, zezwalającym na połączenie ko­ściołów, odprawił ich Klemens VIII do kraju. Za powrotem do swych stolic biskupich, z nie­małym smutkiem zastali Pociej i Terlecki wiel­kie przeciw ich czynności szemrania, otwartą nawet walkę w obozie przeciwników unii, na czele których stali kniaź Konstantyn Ostrog­ski i biskup lwowski Gedeon Bałaban; wszyst­ko to jednak pracą i wytrwałością, popierani przez króla Zygmunta III, przezwyciężyć zdo­łali, a Terlecki, gorliwy w utrzymywaniu swych przekonań, umarł jeszcze spokojnie na stolicy swojej w Ł. Dokładna data śmierci Terleckiego niewiadoma, choć grób jego przed laty kilkunastu znaleziono w dawnych sklepach katedry tutejszej. Po Terleckim prze­sunął się na tutejszem władyctwie unita Eu­stachy Maliński, Eugeniuszem przez niektó­rych pisarzy nazywany; lecz ten rządzić tu musiał nie długo, zmarł bowiem w 1620 r. Po jego śmierci wstąpił na władyctwo unickie łu­ckie Jeremiasz Poczapowski, h. Kotwica, w r. 1621, Michałem przez niektórych autorów na­zywany. Za niego to rozsrożyła się burza nad tą katedrą i nastąpiło zupełne rozdwojenie kościoła wschodniego, kiedy bowiem Pocza­powski ad visitanda limina S. S, Apostolorum do Rzymu odjechał, dyzunici silni, popierani przez bractwo łuckie i przez wołyńską szlachtę, któ­ra jeszcze po większej części trzymała się da­wnego obyczaju, opanowali katedrę łucką i obrali sobie za władykę Izaaka Boryskowicza Czerczyckiego. Blisko przez wiek cały, kate­dra grecka łucka, po dwóch razem, różnego posłuszeństwa miewała pasterzy, po dwóch bi­skupów unickiego i nieunickiego, którzy jednocześnie nią zarządzali, stojąc w jawnej opozycyi religijnej jeden przeciw drugiemu. Poczapowski, wróciwszy z Rzymu, zastawszy w kraju takie rozdwojenie a dyecezyą swoją całą prawie w rękach dyzunitów, z wielką gorliwością zdoławszy utrzymać przy unii sto cerkwi parafialnych wołyńskich i siedm monasterów, obrał sobie jeden z nich w Żydyczynie pod Ł. za stolicę biskupią i na niej spokoj­nie obowiązki swe w zaciszu sprawując, doko­nał żywota w 1637 r. Dyzunia tymczasem zajaśniała całą swą potęgą - Władysław IV bowiem, objąwszy tron po ojcu, przy koronacyi swej zaraz obdarzył ją przywilejami i ja­wnie prawie władyctwo łuckie przy nieunitach utrzymać dopomógł. Po Czerczyckim w r. 1631 obrany został przez szlachtę Atana­zy z Kozielska kniaź Puzyna, którego także Pawłem Paizym nazywają - ten rządził tu dłu­go, bo aż do r. 1651, w którym go śmierć za­skoczyła. Na jego miejsce wstąpił z wyboru dyzunitów Józef ze Szpanowa Gzaplic, archimandryta milecki, od r. 1651-1654, a nastę­pnie Dyonizy Bałaban od 1654-1661, który, gdy został mianowany metropolitą kijowskim, dyzunici wsunęli na władyctwo łuckie żarli­wego swej sprawy obrońcę, ks. Gredeona Czetwertyńskiego, który zarządzał tą dyecezyą blisko lat trzydzieści, aż w 1686 r. także me­tropolitą mianowany został. Możny pan z rodu Rurykowiczów, wielką popularnością cie­szył się śród dyzunitów. Po wyniesieniu ks. władyki na metropolią, obrany był na jego miejsce Melecy Zabokrzycki, lecz ten dwa ła­ta tylko rządził w Ł. od 1686-1688; usunięto go, przyjął bowiem unią. Wtedy wsunął się na jego miejsce Atanazy (Aleksander) Szumlański od r. 1688 do 1695, w którym umarł, a brat jego rodzony Józef Szumlański, biskup unicki lwowski, przywilejem Jana III objął po nim, jako administrator, zarząd katedrą łu­cką, lecz zaraz usunął się; wówczas z każdym dniem powiększał się zastęp stronników unii. W tymże 1695 r. wstąpił na katedrę łucką prototroni włodzimierski Dyonizy Zabokrzy­cki, poświęcony jeszcze w dyzunii, ale który w 1709 r. wraz z całą dyecezyą objawiły po­słuszeństwo Rzymowi i do jedności z kościo­łem katolickim przystąpił. Chciał z tego sko­rzystać i chwilowo zajął jego miejsce w 1710 r. jeszcze jeden dyzunita Cyryl Szumlański - ale ustąpił wnet przed szlachtą, która już by­ła całkiem unicką, a Zabokrzycki utrzymał się przy władzy. Odtąd sami już biskupi uniccy na tej katedrze przez cały w. XVIII pozostają.

 

[s. 783]

 

W poprzednim długim, bo 70 lat trwającym okresie zamieszania, nie była i katedra unicka bez pasterzy; wprawdzie tytularni to tylko byli biskupi, a wygnani z Ł., pozostałą garst­ką swoich wiernych zarządzali z cichego swe­go zakąta w Żydyczynie; od stolicy jednak apostolskiej otrzymywali namaszczenie, a przy­wilejami królów polskich: Sobieskiego i Jana Kazimierza otrzymywali w zarząd dyecezyą łucką. Biskupi ci byli, po śmierci Poczapowskiego, najprzód: Nicefor Łosowski od 1637 po 1649 r., koadyutor płocki, który się tytu­łuje administratorem biskupstwa ostrogskiego; następnie Prokop Chmielowski, biskup prze­myski, który oderwał Ostróg od Ł., rozdarł władyctwo na dwie połowy i zwał się ciągle administratorem ostrogskim - rządził tu lat ośmnaście. Po śmierci Chmielowskiego już było trudno i w Żydyczynie utrzymać się bi­skupom unickim; naznaczony więc został na administratora tą dyecezyą w 1668 r. Gabryel Kolenda, metropolita ruski unicki, któremu nadto biskupstwa lwowskie i przemyskie, tak­że przez dyzunitów odwładnięte, w zarząd po­wierzono. Po nim, na tychże samych pra­wach, od r. 1674 po 1694 rządził unitami w tym kraju uczony Cypryan Żochowski. Obadwaj, Kolenda i Żochowski, byli metropolitami unickimi, więc tutaj w Ł. więcej nomi­nalnie rządzili; wreszcie, chcąc się zbyć kłopo­tów, administracyą władyctwa oddawali stale biskupom chełmskim, ruskim, i stąd administrował tutaj w tych czasach Susza a po Su­szy Łodziata. Nareszcie Leo a Załęski, bisk. włodzimierski, także następnie metropolita, objął katedrę łucką w 1694 r. na prawach Kolendy i Żochowskiego. Był to jednak osta­tni już władyka in partibus na tej katedrze, za jego bowiem rządów biskup dyzunita Dyonizy Zabokrzycki, jak to już wyżej powiedzieliśmy, jawnie przystąpił do unii i położył koniec rozdwojeniu i dwom stolicom biskupim w tym kraju. R. 1709 bractwo łuckie dyzunickie w katedrze go zaskoczyło i stawiło przemocą przed Piotrem Wielkim; oskarżony o szerzenie unii w dyecezyi, wysłany w głąb Rosy i i w jednym z monasterów moskiewskich osadzony, w r. 1714 życia dokonał. Katedra łu­cka przez lat sześć była bez biskupa, dopiero kiedy się dowiedziano o śmierci Zabokrzyckiego na wygnaniu, na władyctwo tutejsze wy­niesiony został w r. 1715 Józef Abdank Wyhowski, który katedrę swoją z gruzów prawie dźwignąwszy, znowu sprawę unii gorliwie po­pierać zaczął; umarł w Rożyszczach, dobrach do biskupstwa swego należących, dnia 17 stycznia 1730 r. Po nim nastąpili jeden po drugim: Teodozy i Sylwester Rudniccy, stryj i synowiec, obaj przydomku Lubienieccy, któ­rzy wielkie położyli zasługi dla kościoła i dla swojego obrządku. Pierwszy z nich Teodozy rządził tą dyecezyą od śmierci Wyhowskiego aż do własnego zgonu, który nastąpił w 1751 r. Po nim objął katedrę synowiec Sylwester, który także do śmierci swej, t. j. do r. 1777 na niej pozostawał. Był to mąż uczony, który cały swój żywot i pracę pióra poświęcił sprawom unii i jej krzewieniu w krajach ru­skich. Większa część pism jego wydana zo­stała w języku ludowym ruskim. Będąc wiel­kim przyjacielem i dobroczyńcą klasztoru po- czaj owakiego, koronował uroczyście obraz tam­tejszy M. Boskiej, cudami słynący. Po Hrebnickim, przyjacielu swym, objął w zarząd archidyecezyą metropolitalną, najczęściej jednak w Ł. na biskupstwie swem lub Rożyszczach przesiadywał. Po nim egzarchą z prokuratora bazylijskiego mianowany został d. 12 maja 1777 r. Cypryan Stecki, który na stolicy swo­jej dotrwał do końca życia, mając za koadyutora Michała Stadnickiego; ten po nim włady­ctwo objął i umarł na niem w Warszawie 1797 r. Były to właśnie czasy reform w kościele wschodnim. Ukazy z r. 1795-97 urządziły nanowo tę cząstkę kościoła unickiego; biskup­stwo łuckie stanęło dla gubernii wołyńskiej, podolskiej i kijowskiej. Biskupem został Ste­fan Lewiński, dawniej sufragan metropolity i koadyutor łucki, od r. 1787 biskup tegoneński; ten w Ł. był od r. 1806. Po nim został Grzegorz Kochanowicz, który razem z władyctwem od r. 1809 trzymał metropolią i stąd w Ł. trzymał swego sufragana, miejsce jego zastępującego, a tym był Jakób Okiełło Martusiewicz, który po śmierci jego wstąpił na to biskupstwo w r. 1814 i trzymał je do r. 1826, w którym wstąpił na arcybiskupstwo połockie. Następcą jego od 1826 r. był Jan Damascen Jastrzębiec Krassowski, z arcybiskupa połockiego przeniesiony na biskupa łuckiego - ten był ostatnim egzarchą, ostatnim pasterzem unickim w tym kraju. Przy nim unia znie­sioną została, katedrę łucką zamknięto, a stolicę, biskupów grecko-rosyjskich przeniesiono do Żytomierza. Urządzenie tej katedry w ostatnich już czasach jej istnienia, t. j. po roz­biorze Polski, było następujące: kapitułę skła­dali: archipresbiter, archidyakon, kustosz, scho­lastyk i kantor; kanoników było sześciu. Ze starszego duchowieństwa byli w gub. wołyń­skiej: delegat żytomierski i protoprezbiterowie: czernihowski i owrucki; dziekani zaś: łu­cki, dubieński, ostrogski, krzemieniecki, ró­wieński, zasławski, starokonstantynowski, zwiahelski, kowelski, kamieniokosżyrski, kaszogrodzki, ratueńsko-zarzycki, dąbrowicki, koziński, włodzimierski. Takiż sam skład du­chowieństwa był oddzielnie w guberniach: ki­jowskiej i podolskiej. Opactw w tej dyecezyi w ostatnich czasach było sześć, a co dziwniej­sza

 

[s. 784]

 

wszystkie na Wołyniu: w Drohobużu, Dermaniu, Dubnie, Kamieniu-koszyrskim, Milcach i w Owruczu.

Kościół katedralny. Głownem ogniskiem ka­tolicyzmu w XIV w. na Wołyniu był Wło­dzimierz nad Bugiem. Tam pierwsza katedra rzym.-katol. pod wez. N. Maryi P., wraz z wa­rownym zamkiem, została wzniesioną, w 1364 r. przez Kazimierza W., za zgodą Urbana V papieża, który w tymże czasie i arcybractwo lwowskie ustanowił. Fundacya ta jednak by­ła raczej nominalną tylko, jak nominalne by­ły i rządy i sama władza króla polskiego naówczas na Rusi Właściwie więc dopiero w dziesięć lat potem t. j. w r. 1375, za Ludwi­ka króla polskiego i węgierskiego, a za papie­stwa Grzegorza XI, katedra ta na rzeczywiste biskupstwo włodzimierskie zatwierdzoną zo­stała. Po zburzeniu zamku włodzimierskiego przez Kiejstuta, świątynia ta, sama, bez obro­ny, wystawiona na ciągłe najazdy litewskie i ruskie, ostać się we Włodzimierzu nie mogła; co widząc Witold w. ks. litewski, uzyskawszy bullę Marcina V papieża, w r. 1427 katedrę tę z biskupem i kapitułą przeniósł do Ł. nad Styrem, ulubionego swego grodu, kędy kościół katedralny p. t. ś. Trójcy w dolnym zamku fundowany został, na tem miejscu, gdzie, za naszych już czasów, był klasztor sióstr miłosierdzia i szkoły powiatowe. Pierwszy na tej nowej rezydencyi bisk. Jędrzej ze Spławki tj. Spławski, przybrał tytuł Luceńskiego biskupa, który to tytuł trwał aż do koncylium floren­ckiego, na którem postanowiono przezwać to biskupstwo, dla odróżnienia od włoskiego lu­ceńskiego biskupstwa, w miejsce Lucensis-Luceoriensis Episcopatus, a sam Łuck - Luceoria. Od przeniesienia do Ł. datuje właściwie cała świetność tej katedry, znaczenie jej, powaga i blask, Tu dopiero pierwsza ta katedra kato­licka na Wołyniu, potężnemi przywilejami królów i sejmów obdarzona, wątek świetnych swych dziejów rozpoczyna, staje się matką ko­ściołów na Rusi, wolna od napadów i ucisku, pod opieką mocnego zamku i rezydującego w nim książęcia, spogląda tylko na starszą swą siostrzycę we Lwowie. Świetne bo też to były czasy dla kościoła katolickiego w ogól­ności, a świetne osobliwie dla uprzywilejowa­nej dyecezyi łuckiej. Pięć województw albo prowincyj, jako to: wołyńskie, podolskie, bracławskie, a w Litwie brzeskie z powiatem piń­skim i wielka część Rusi podlegały juryzdykcyi tego biskupstwa. Mieściło ono w sobie dwanaście księstw i hrabstw, mniej lub więcej potężnych: ostrogskie, zasławskie, zbaraskie, wiśniowieckie, dąbrowickie, koreckie, klewańskie, lubartowskie, ołyckie, poryckie, koszyrskie i hrabstwo kodeńskie, w ogólności na 80 mil polskich rozciągało się. Dwa infułackie probóstwa posiadało: ołyckie i kodeńskie, dwóch oficyałów łuckiego i brzeskiego; stąd za czasów rzplitej biskupi tutejsi częstokroć przybierali tytuł łuckich i brzeskich; miało ono trzynaście dekanatów, a kościołów wszystkich w ogólno­ści 185. W tych to potężnych granicach dyecezya łucka dotrwała do ostatnich lat zeszłego stulecia; dopiero po drugim podziale kraju, kiedy znaczniejsza część biskupstwa dostała się za kordon rosyjski, rozdwoiło się ono na dwie części: łucką i brzeską; w części polskiej, t, j. w Brześciu został biskup, znakomity hi­storyk Adam Naruszewicz i zlecił zarząd kano­niczny części zakordonowej dyecezyi Cieciszewskiemu bisk. kijowskiemu. Cesarz Paweł I w r. 1795 zatwierdził Cieciszewskiego przy zarządzie dyecezyi łuckiej i biskupowi na fun­dusz przeznaczył dobra jego własne. W parę lat potem w 1798 r. nuncyusz apostolski Litta, bawiący w Petersburgu, za zezwoleniem cesa­rza urządził nanowo tę dyecezyą, związał ją z dwóch dawniejszych t. j. z dawnej kijowskiej, której stolica była w Żytomierzu i z pozosta­łych na Wołyniu części dyec. łuckiej. Było to w istocie kanoniczne połączenie dwóch dyecezyj i żadna nie upadała, ale nad obydwoma był jeden biskup dyecezyalny. Odtąd biskup­stwo to przybrało podwójny tytuł łucko-żytomierskiego; biskup takim tytułem tytułuje się i dotąd; są też i dwie katedry w Ł. i Żytomie­rzu i dwie kapituły katedralne. Do ostatnich czasów Ł., mając za sobą przewagę historyczną, trzymał nad Żytomierzem pierwszeństwo, ale kiedy to miasto po r. 1830 kilkakrotnym po­żarom uległszy w ruinę upadło, wówczas bi­skup przeniósł swą rezydencyą do Żytomierza, lubo katedrę łucką wyżej kładzie i dzisiaj od żytomierskiej. Więcej tu jednak odrębności na papierze, aniżeli w rzeczywistości, kiedy biskup te same osoby mianuje na posady du­chowne kapitulne w Ł. i w Żytomierzu, tak, że każda prawie ma głos w jednej i drugiej ka­tedrze. Na dyecezyą tutejszą rachowało się dwóch sufraganów t. j. łucki i żytomierski, ale kiedy w skutek konkordatu z r. 1847, Ki­jów, który do arcybiskupstwa mobilewskiego należał, wcielony został do łuckiej dyecezyi, przybył jej i trzeci sufragan kijowski, a w tymże czasie i Pius IX zatwierdził połącze­nie dwóch tych katedr. Dawniej, przed r, 1569, bisk. łucki zasiadał w senacie litewskim, bo i cały Wołyń był litewski; po unii zaś lubel­skiej przesiadł się do senatu koronnego i zajął w nim dziesiąte miejsce, niby to po biskupie warmińskim, z którym jednakże miał alternatę sejmową. Było to jednak prawo napisane ale nie zwyczajowe, i biskup łucki nie korzystał z tego przywileju; jakoż wszystkie pisma pu­bliczne i kalendarzyki zawsze kładły biskupa warmińskiego przed łuckim. Prawo biskupów

 

[s. 785]

 

łuckich pozwalało im trzymać pieczęć koronną; otóż tego przywileju nie rzadko używali ci bi­skupi, zwykle też dostawali do katedry które z intratniejszych opactw. Za czasów litewskich wstępowali biskupi łuccy na wileńskich, za polskich czasów szli z Ł. na biskupstwo war­mińskie, płockie, kujawskie i poznańskie: kil­ku zaledwie wstąpiło na krakowskie i jeden na prymasostwo. Sufragania tutejsza sięga drugiej połowy XVI w.; najwięcej sufraganów było tu biskupów argiwskich (Argos), lubo bywali kalumaccy, ortozieńscy, cezareopolscy, filadelfscy i t. d. Kapituła zbierała się tu dwa razy na rok: na ś. Trójcę i na Wszystkich Świętych, a raz w rok obierano z pośród niej członka na trybunał koronny. Herbem dyecezyalnym jest najświętsza Trójca, Matkę Boską koronująca. Biskupi łuccy podlegali dawniej władzy metropolitalnej lwowskiej, przeszli następnie na krótko pod opiekę gnieźnieńskiej, od czasu zaś przejścia dyecezyi pod berło rossyjskie, dostali się pod arcybiskupów mohilewskich. W pierwotnej erekcyi katedry łu­ckiej, liczba prałatów i kanoników, wchodzą­cych w skład kapituły, była nieokreśloną; je­dnak o ich egzystencyi świadczy bulla Marcina V i przywilej w. ks. Witolda, gdyż ten na prośby prałatów nadał im cztery włoście i dziesięciny z niektórych miasteczek na Woły­niu. Z tych dochodów urosły dwie kanonie: bukowska i torczyńska, a w r. 1602 przez bisk. Gomolińskiego kanonia targowicka. Obecnie z funduszów rządowych kapituła łucko-żytomierska składa się z siedmiu prałatów i trzech kanoników. Ich instytucya należy do historyi, gdyż były one udarowywane przez przywileje królewskie, lub się tworzyły przez synody dyecezyalne. W r. 1726 wyszła książka p. t. ''Facies rerum publicarum", w której umie­szczony był spis biskupów łuckich, lecz niedo­kładny. Niesiecki, dobrze tych rzeczy świado­my, spis ten sprostował. Wszystkich biskupów łuckich, włączając w to i trzech pierwszych, rezydujących jeszcze we Włodzimierzu, było 46. 1) Izydor bisk. włodzimierski od r. 1375 do 1380. 2) Rugian umarł około 1400 r. 3) Grzegórz; ten był dominikaninem, już w r. 1409 widzimy go na stolicy włodzimierskiej - w r. 1413 był w Horodle, żył jeszcze r. 1425. 4) Jędrzej ze Spławki czyli Spławski, h. Leliwa, pierwszy wraz z stolicą przeniósł się do Ł., naprawdę więc pierwszym biskupem łu­ckim mienić się powinien. 5) Wacław h. Kor­czak był następcą Spławskiego, w którym mianowicie roku niewiadomo - umarł w r. 1462. 6) Jan Łosowicz, h. Rozmiar, wileńczyk, od 1462 po 1468 rok, w którym przeniesiony został na biskupstwo wileńskie. Niewiadomo dlaczego, ale na rok jeszcze przed przeniesie­niem jego do Wilna, bo d. 7 lipca 1467 r., papież mianował administratorem łuckim Grzego­rza z Sanoka arcyb. lwowskiego. (O tem patrz: Gołębiowskiego ''Panowanie Jagiellonów'' t. III, str. 332). 7) Marcin Krzeszowski, także Krzeszowickim przez niektórych nazywany, h. Gryff, potwierdzony na bisk. łuckiego przez Pawła II papieża w 1468 r. 8) Stanisław Stawski h. Korczak, ten umarł około 1488 r. 9) Jan II Andruszewicz Pudełko, bisk. łucki już w r. 1493, żył jeszcze w 1499 r. 10) Al­bert ks. Radziwiłł, zwany Jałmużnikiem, od r. 1500 po 1507. Był to syn Mikołaja II Priscusa i Zofii Anny Moniwidówny. 11) Paweł Aligimunt, książę Holszański, h. Centaurus, od r. 1507 po 1535, jeden ze znakomitszyeh bisku­pów łuckich; dawne dobra Holszańskich, Ja­nów z przyległościami, nad Bugiem w wojew. brzeskiem leżące, w 1512 r. wiecznemi czasy dla biskupów łuckich zapisał. 12) Jerzy Falczewski, h. Trzy Trąby, bisk. łucki i brzeski od 1535 po 1547 r. Niesłusznie go niektórzy historycy Chwalczewskim piszą. Ten również wspaniałą pozostawił po sobie w Ł. pamiątkę. Pierwotna katedra tutejsza, w zamku okólnym mieszcząca się, była z drzewa zbudowaną: otóż Falczewski w r. 1539 wzniósł na jej miejsce nową świątynię z ciosowego kamienia, na tem miejscu, gdzie stała poprzednia, i przyozdobił ją wspaniale. 13) Waleryan Protaszewicz Szuszkowski, h. Drzewica, z tutejszego na wileń­skie biskupstwo przeniesiony w 1555 r. na którem większe położył zasługi, pozostając na niem do końca życia. 14) Jan III Andrusze­wicz, bisk. łucki i brzeski już 1563, umarł w 1579 r. 15) Wiktoryn Wierzbicki, z biskup­stwa żmudzkiego łuckim mianowany, na tej pierwszej stolicy podpisał unią w 1569 r., umarł 1588 r. 16) Bernard Maciejowski, h. Ciołek, od 1590 po rok 1600, jeden z najwię­kszych potentatów, jakich miała katedra łucka. Pań możny, ulubieniec Zygmunta III i papie­ża Klemensa VIII, wpływami swojemi i szka­tułą dużo dobrego dla kraju i dla dyecezyi łuckiej zrobił. 17) Stanisław Gomoliński h. Jelita, z biskupa chełmskiego łuckim miano­wany w 1600 r. Pozostawił na tej katedrze pamiątkę ustanowieniem kanonii targowickiej. 18) Marcin II Szyszkowski h. Ostoja, od r. 1604 po 1607, człowiek uczony, zwłaszcza w naukach teologicznych wielce biegły. Z łu­ckiego w 1607 na płockie, a z tego w 1617 na krakowskie biskupstwo wyniesiony, na któ­rem największe swe zasługi położył. 19) Pa­weł II Wołłowicz h. Bogorya od 1607 po 1608 r. w którym życie zakończył. 20) Paweł III Wolucki h. Rawicz, bisk. łuoki od 1608 po 1616 r. Wielki przyjaciel jezuitów, kolegium im w Brześciu fundował i łuckie, przez Szyszkowskiego założone, uorganizował; był pra­wie jego fundatorem. Na dwóch biskupstwach,

 

[s. 886]

 

zwłaszcza na łuckiem, które do najintratniejszych w Polsce się liczyło, przyszedł do zna­cznych dostatków, których nie szczędził jednak na uposażenie domów bożych, również jak i na potrzeby rzpltej, na wykup niewolników a nawet na uzbrajanie chorągwi, które do obo­zu wysyłał. 21) Henryk Firlej, h. Lewart, bisk. łucki od 1616 po 1618 rok. 22) Andrzej Lipski, h. Grabie, od 1618 po 1622 r. 23) Sta­nisław II Łubieński, h. Pomian, od 1624 po 1627 r., w którym przeszedł na biskupstwo płockie. 24) Achacy Grochowski, h. Junosza, od 1627 po 1633 rok, odznaczył się niezmier­ną gorliwością w szerzeniu katolicyzmu na Rusi. 25) Bogusław Radoszewski, h. Oksza, z opata świętokrzyskiego, kijowkim, nastę­pnie łuckim biskupem mianowany w 1633, umarł w 1638 roku. 26) Jędrzej III Gębi­cki, h. Nałęcz, od 1638 po 1655 r., w którym na tej stolicy życie zakończył. 27) Jan IV Zamojski, h. Jelita, syn kasztelana chełmskie­go, strażnika kor., z księżniczki Wiśniowieckiej urodzony, w r. 1655 mianowany po Gę­bickim; w tymże samym roku życie zakończył. 28) Jan V Stefan Wydżga, h. Jastrzębiec, opat sieciechowski, podkanclerzy kor., bisk. łuckim był od 1655 po 1659 r., w którym na dywanie

Czerkasy, 1.) msto powiatowe gub. kijow­skiej, nad Dnieprem, wzdłuż rzeki, 5 w. długie, półtory w. szerokie, o 294 w. od Kijowa odle­głe lądem, a 200 w. wodą, o 104 w. od Zwinogródki, o 1,434 wiorst od Petersburga, pod 49°45'16" dł. wsch. i 49°26'57" szer. płc. (we­dług Wiszniewskiego). Dolna część miasta, zwana Padół, często ulega powodzi. Cz. pro­wadzą znaczny handel. Tuż obok, na przeciw­nym brzegu Dniepru ciągną się żyzne łany gub. połtawskiej. Założenie msta Cz. ginie w pomroce wiekowej. Bołtin w swoich notat­kach do Leclerca (t. I, str. 344), przytaczając następujące słowa Karamzina: „Baskak (rząd­ca) Achmet, rządzący księztwem lipieckiem (teraźniejsza gub. barska), tyranizował lud, nie wyłączając ani bojarów, ani też książąt, a w pobliżu Rylska założył dwie osady, gdzie się skupiali rozmaici łotrzy, by rabować i gnieść okoliczny lud; wówczas Oleg, potomek książąt czernihowskich, poskarżył się na niego hanowi Telebugowi, który dał mu od­dział Tatarów, by zniszczyć osady Achmeda; rozkaz został wykonany" (t. II, str. 127). Przytoczywszy te słowa, Bołtin dodaje od sie­bie, że mieszkańcy Achmetowych osad byli Czerkasy, zowiący się także kozakami, i że oni uciekli do Kaniowa i założyli blizko niego miasto zwane „Czerkask"; w takim razie byłby on zbudowany około r. 1282. Z drugiej stro­ny, jak się pokazuje z przywileju Stanisława Augusta, założenie miasta ma przypadać na XIV w.; przywilej ten głosi: „Mieszk. Czer­kas, między innemi dokumentami, przedstawili, w dowód swoich praw, opis garnku kaniow­skiego, z którego się pokazuje, że kiedy w. ks. litewski Gedymin zawładnął nad morzem Kafą, Perekopem i Czerkasami Piatyhorskiemi, to wziąwszy w niewolę pewną część Czerkasów i ich księżnę, osiedlił ich nad Dnieprem w miej­scu teraźniejszych Czerkas." Po r. 1386 Cz. stają się stolicą hetmanów ukraińskich, a w XV i XVI w. już figurują 'jako ważniejszy punkt na Ukrainie. W 1523 r. han krymski bezsku­tecznie oblegał go przez 13 dni. W 1557 r. tu się schronił Dymitr Wiszniowiecki przed Tatarami Dawlet-Gireja. Aż do czasów Chmiel­nickiego Cz. były głównem miastem kozackiem; w lustracyi z roku 1622 powiedziano: „Mieszczan w Oz. podwładnych 120, podatków żadnych nie płacą, tylko obowiązany każden z nich pełnić służbę na zamku konno i zbrojno; wolnych zaś domów kozackich w mieście i po futorach należących do niego więcej niż 1,000." W r. 1637, w czasie buntu Pawluka, Cz. zo­stały spalone, jak świadczy Beauplan (str. 15). W odbudowanych na nowo zimował h. w. ko­ronny Potocki w 1647 roku, w czasie buntu Chmielnickiego, i ztąd to wyruszyła na wiosnę wyprawa pod Żółte wody. Po śmierci Chmielnickiego, który przeniósł stolicę hetmańską do Czehryna (ob.), Cz., przechodząc kilka razy z rąk do rąk, zostały w końcu starostwem, w skład którego weszły następujące wioski: Czerniawka, Werhuny, Buzuków, Chacki, Biełozierje, Buska polana, Swidowek, Łomowate, Chodaki, Leski i do r. 1686 kilka wiosek po za Dnieprem. Z rewizyi w 1765 r. pokazuje się, że starostwo przynosiło wówczas do 65,000 złp., a w r. 1789 do 132,000 złp. Był tu za­mek, mający 70 ludzi stałej załogi. Zamek ten wzięty został szturmem przez zbuntowa­nych chłopów w 1768 roku i zniszczony. Cz. liczą obecnie mk. 13,914; miasto brudne i źle zbudowane, ma 3 cerkwie, 2 monastyry (klasztory) położone za miastem, bożnicę, szko­łę duchowną i szkółkę, filią banku, przystań statków parowych, stacyą pocztową kl. 2-ej, stacyą dr. żel. gałęzi linii fastowskiej, odległą o 27 w. od st. Bobryńskiej i filią parafii katol. Smiła. Z przystani Cz. wywieziono w 1863 r. wodą 38,218 pudów zboża. Ma tu być otwarte 4-klasowe progimnazyum męzkie. Cz. mają cukrownię i rafineryą, wyrabiającą rocznie do 143,000 pud. cukru, a należącą do Cukiermana, i 56 garbarń. Ziemi piaszczystej 6,200 dzies. Pow. czerkaski utworzony został 1797 roku, 1799 r. połączony z czehryńskim, 1800 przywrócony. Loży nad rzekami Dnieprem, Rosią i Taśminą; zajmuje powierzchni 3,463 w. kw. R. 1847 miał 1 miasto, 9 miasteczek, 74 wsi kościelnych, 29 wiosek, 9 futorów. Ziemi ornej tylko 177.500 dz., łąk 65,000, la­sów 50,000 dz. Mk. liczył 1865 r. 161.204, t. j. 80,210 męż., 80,994 kob,, w tej liczbie 20,653 izrael., t. j. 10,169 męż., 10,484 kob. Ma ten powiat dwie parafie katolickie Moszny i Śmiłę, obie w dek. zwinogródzkim. Powierz­chnia w zach. części pow. jest górzystą, szcze­gólnie nad brzegami rzeki Taśminy. Od Cz. w kierunku do Kryłowa miejscowość po części bagnista, po części piaszczysta; wszędzie zaś bez wyjątku składa się z nizkich łąk. Pośród powiatu, pomiędzy górami leśnemi, leżą bagna i jeziora; nad brzegami Dniepru także jezior jest wiele, z tych niektóre z rozlewu rzek powstałe, trwają tylko przez jedno łato. Po­wiat obfituje w lasy (sosnowe) i pastwiska. Grunt po większej części składa się z czarnei ziemi i piasku. Oprócz rolnictwa, stanowiące­go główne mieszkańców zatrudnienie, najważ­niejszy przemysł stanowią gorzelnie i cukro­wnie, których 1866 r. było 12 w powiecie. Według statystyki 1846 roku, na 100 korcy zasiewu wypada 35 1/4 żyta 14 pszenicy, 9 1/2 owsa, 16 hreczki, 17 1/4 jęczmienia, 7 prosa, 1 grochu. Co do przemysłu fabr., to w ogóle 1846 r. powiat liczył 13 fabryk z produkcyą ogólną 463,000 rs., w tej liczbie 2 fabryki ma­szyn (296,000) i 4 garbarnie, 119,000 rubli srebrem, (Por. Śmiła).              Kl. Przed.

 

Mko Cz. rozsiadło się przy samym Dnieprze. Rzeka ta na mnogie ramiona i odnogi się dzieląc, tworzy liczne ostrowy. Z tych znaczniej­szy t. zw. „Korczewaty". W dawnych cza­sach, gdy na wszelkich dogodnych zbywało komunikacyach, okolica Oz. była z niełatwym dostępem, bo z jednej strony, t. j. od wschodu Dniepr tu stanowił naturalną zaporę; z drugiej zaś trzęsawiska Irdynia, które są, według wszelkiego prawdopodobieństwa, dawnem ko­rytem Dniepru, co się ztąd usunął, wielkim od zachodu, północy i południa opasywały ją i za­mykały łukiem. Początek m. Cz. zupełnie nie­znajomy; musi to być przecie bardzo starożytna osada nad Dnieprem. W pobliżu dzisiejszych Cz. w górę Dniepru, na wysoczyźnie, znajduje się miejsce „Hulaj-horodkiem" nazywane, na którem dziś jeszcze mnóstwo pobitych cegieł, czerepów wygląda z ziemi, jako ślad jakiejś dawnej osady. Otóż powieści ludu mówią, że to była dawna osada starożytnych Czerkasów, nad którymi miał jakiś królik czerkaski pano­wać. Inne zaś podanie głosi, że dawna Sicz zaporozka była nasamprzód koło Czerkas, za wsią dzisiejszą Dachnówką, ale skoro się tu ludniej zrobiło, to mieszkańcy onej przenieśli się do Kremenczuka, a gdy i tam coraz ludniej było, to wtedy dopiero wynieśli się oni na Niż, i od tego czasu Zaporożcami się przezwali. Jak­kolwiek być to tylko może ludowy wymysł, jednakże taić on może cząstkę prawdy.

 

Nie­którzy z uczonych (Bohusz Siestrzeńcewicz i inni) sądzą, że Cz. powstały dopiero za cza­sów tatarskich, koło 1282 r., i pochodzą od ko­zaków czerkaskich, z krain Pentopolis (pięciu gór). „Pentopolis" po tatarsku „Besztan", a po słowiańsku „Piatyhory." Inni za wska­zówką przywileju Stanisława Augusta odnoszą ich powstanie do XIV w., powiadając, że Gedymin, po zdobyciu Perekopu, jeńców czerkaskich nad Dnieprem osadził. Inni znów jesz­cze posuwają starożytność tego miasta głębiej, i chcą mieć je miastem Czarnych Kłobuków. W rzeczy samej Torki, Berendeje i Czarne Kłobuki, w latopisach ruskich noszą też i nazwi­sko Czerkasów. Kronika kijowska mówi: „Izasław że posła syna swojeho Mścisława k korolewi w Uhry, powesti korolia na Halickoho kniazia, i skopia swoja draży nu, pojde, i wzia z soboju Wiaczesławów połk weś, i wsi Czornyje Kłobuki, jeże zowutsia Czerkasy". Czar­nymi Kłobukami też zwano nie tylko Torków, ale Pieczeniegów, Kowujów; musieli oni mieć jakieś przytuliszcza, a naturalnie to ich miasto nazywano miastem Czerkaskiem, czyli Czerka­sami, jak miasto Torków Torczeskiem, Torczycą. Jakoż rozgnieździli się oni tu, stanowiąc jakby kępę etnograficzną osobnego, napływo­wego plemienia, które też stało się ziarnem nasiennem późniejszej kozaczyzny. Dziś jeszcze wieśniak czerkaski, lubo od dawna krwią się zmieszał z otaczającą go ludnością, w postaci swojej, stroju, zachował - mówi Kulisz, swoją rodowość innoplemienną: czarne włosy, nosy orle, długie twarze, niewielkie głowy na sze­rokich karkach. Charakterystyczną cechą Czerkaszczyzny był nie tak jeszcze dawno chów owiec siwych czerkaskich, nie napotykany w żadnej innej miejscowości ukraińskiej (ob. Hist. Krymu i Kozaków etc. 1809, t. II, str. 133). Owce te zabite dawały znajome „baranki" i sławne kozackie t. zw. „czapki birki". M. Cz. występuje w dziejach dość wcześnie. Kiedy w 1333 r. Gedymin wziął Kijów, Czerkasy jako „przygrodek kijowski", temuż się władzcy poddały. Kiedy zaś w 1393 r. Wi­told w Kijowie osadził Skirgiełłę, ten Czerkasy i Zwinigród ubiegł i do swojej dzielnicy przy­łączył (Kromer-Błaźowski 421). W spisie zamków, należących do. w. k. Swidrygełły z 1402 r., wymienione są i Cz. (Daniłowicz Skarb, dyplom. II, str. 331). W 1432 r., gdy w Chrystmemlu miasta lit. i Rusi przyrzekły pod przysięgą, że traktat zawarty przez ich w. ks. Swidrygiełłę z Zakonem pruskim i inflanc­kim będzie dotrzymany, w ich liczbie widzimy i Cz. (tamże, str. 133). Dowód to, źe w owym czasie Cz. już były miastem znaczącem. Gdy w 1483 r. Mengligirej, car przekopski, wtar­gnąwszy z Tatarami na Ukrainę, zburzył Ki­jów i pod Cz. przystąpił, Matwij Kmita z ze­branym naprędce ludem zamek czerkaski ubiegł i nieprzyjaciół rozgromił. Tenże Mengligirej, wojując z Litwą, zachęcał Iwana Wasilewicza, by zajął Cz. razem z Kijowem (Karamz. VI. str. 181). Już wtedy ożywiał te strony, za pośrednictwem Dniepru, dość znaczny ruch handlowy. Przewożono tędy drogi, kosztowny towar ze Wschodu. W źródłach pod r. 1500 mamy ślad, że kupcy tureccy z Kaffy trans­portowali wodą towary bławatne (Danił. Skarb, dypl. II, str. 253).

 

Cz. od najdawniejszych czasów były włością hospodarską, z zamkiem dla osłony od Tatarów. Pierwszym namiestni­kiem hospodarskim w Cz. w 1434 r. był znany z akt, Kmita Aleksandrowicz. Drugim z kolei namiestnikiem, czyli już starostą czerkaskim, był w 1501 r. Michał Chalecki, rycerz bitny i sławny swego czasu weredyk (ob. w „Dwo­rzaninie" Górnickiego t. II, str. 352). Po nim w 1503 r. był już namiestnikiem Senko Połozowicz. Za jego rządów umarł był w Cz. pro­sty kozak; a że był bez rodziny, rzeczy pozo­stałe po nim, według zwyczaju, szły na na­miestnika, a więc Senko sukna rozdał pomię­dzy sługi swe, a „perłę wielką, cztery brylanty i kilka innych drogich kamieni oddał w ręce samemu hospodarowi, wielkiemu królowi" (Arch. J. Z. R. t. I, str. 2). Krótkie atoli były rządy Senka Połozowicza, bo w 1503 roku już Ostafi Daszkiewicz, wróciwszy ze służby w Mos­kwie, otrzymał, za wstawieniem się ks. ostrogskiego, zamki Czerkasy i Kaniów. Daszkie­wicz jest znaczącą swego czasu figurą. Jako zwierzchni stróż królewskiego zamku, z urzędu czuwał on u wrót kraju, czynny i szczęśliwy pogromca Tatarów. Zamek też czerkaski od­nowił i do długiego odporu przysposobił, straż ustanowił przy zamku konną, która w stepach odbywała rozjazdy i ostrzegała o Tatarach. On to pierwszy uorganizował tak zwanych „horodowych" kozaków. Ale Daszkiewicz wy­stępował przeciwko Tatarom nie tylko odpor­nie, lecz i zaczepnie. W 1520 roku wszelako, stoczywszy z nimi bitwę, był wzięty do nie­woli; ale gdy w 1521 Mechmet Girej wyprawił się był pko Tatarom zawołskim, i tam po­legł w boju, Daszkiewicz uciekł z Perekopu i do Czerkas wrócił (Bielski, Ks. 5, str. 219). Ale wkrótce z jego strony nie obyło się bez odwetu. W 1527 r., gdy ks. Konstanty Ost­rogski zbił Tatarów na głowę u Olszanicy, Daszkiewicz wraz z ks. Jerzym Słuckim po­gromił ich również u Czerkas i Kaniowa; nie dość na tem: przy końcu tegoż jeszcze roku wyprawił się on z Przecławem Lanckorońskim, starostą chmielnickim, w kilkanaście set koni pod Oczaków, gdzie trzykroć z Tatary bitwę wiódłszy, 30,000 bydła i 500 koni do domów swych przypędzili (Bielski, ks. 5, str. 2 i 5). Sajdet Girej skarżył się o to królowi; ale Zyg­munt I wysłał Daszkiewicza w 1528 roku do Islam-Gireja, carewicza krymskiego, z oświad­czeniem starodawnej od ojców przyjaźni i obie­tnicą pomocy, gdyby Islam chciał opanować haństwo; w każdym razie przytułek miał w Polsce (Akty Z. R. t. II, str. 290). Jakoż Islam-Girej, syn Machmeta-Gireja, który dwakroć strącał z haństwa Sajdet-Gireja, uciekł do Czerkas. Mściwy Sajdet z 50 działami przy­szedł pod m. Czerkasy i w ciągu 30 dni przy­puszczał szturm; nareszcie zażądał traktować, wezwał do swego obozu Daszkiewicza, który, wziąwszy zakładników, przyjechał, ucztował z hanem, pił miód, i z wroga przyjaciela dał Zygmuntowi I (Bielski, ks. 5, str. 23). Było to w 1532 r. Zaczem oba bracia Sajdet i Islam, pogodziwszy się z sobą, wysłali posłów na sejm w Piotrkowie, aby przyjaźń z Rzplitą stwierdzili. Z tymi posłami zjawił się i Ostafi Daszkiewicz, który na sejm przywiózł wielkie kule od dział tatarskich, którym walecznie na zamku czerkaskim się obronił, za co mu król, biskupi i panowie wszyscy „dziękowali i pie­niędzy niemało złożyli". Wtedy to Daszkie­wicz podał na sejmie sławny projekt swój urządzenia kozaków; radził on, aby na Dnieprze 2,000 kozaków ustawicznie chowano, którzyby na czajkach przeprawy Tatarom bronili, i kilkaset jazdy do tego, któraby żywność obmyśliwała; i na Dnieprze, t. j. na ostrowach tej rzeki pobudowano zamki i pozakładano miasta (tenże, ks. 5, str. 28). Około tego czasu koza­cy czerkascy sporzyć zaczęli z monasterem św. Mikołaja pustyń, kijów. Jeziora i „uchody" należące do monasteru były przedmiotem sporu; kozacy przemocą łowili w toniach ryby, zabi­jali bobry. Daszkiewicz, jako starosta, rozsą­dzał w 1528 r. ten spór i według swej powin­ności zatwierdził monasterowi posiadanie jezior i „uchodów", a kozakom zabronił dalszego łowienia ryb i zabijania bobrów (Akty Z. R. II, str. 852). W tych czasach karczmy w Czerka­sach służyły za nagrodę dla zasłużonych; i tak: około 1507 r. Jerzy Montowtowicz od Zygmun­ta otrzymał połowę płaty z karczem czerkaskich, a nieco później tenże król dał karczmę w Cz. za zasługi Danielowi Trypolskiemu (Da­wny rejestr metr. lit.). Daszkiewicz umarł w 1535 r. Następcą jego na starostwie był Wasyl Tyszkiewicz (późniejszy wojewoda pod­laski). Za jego władania wynikł bunt czerkasców i kaniowców przeciwko niemu. List królewski do tegoż starosty objaśnia nam mniej więcej powód buntu. Mocą tego listu, król za­chowuje mieszczan czerkaskich i kaniowskich przy ich starych powinnościach i wyzwala od wszelkich płat nowych, od nieboszczyka Dasz­kiewicza, z krzywdą ich postanowionych (Da­wny rejestr metr. lit.). Jan Penko, dotąd nie­znany nam, oskarżony o poduszczania i stosun­ki „z buntownikami", oczyścił się z tego za­rzutu przed królem w Krakowie (Akty Z. R. 1.1, str. 3). Król zaś Zygmunt nie tylko wy­dał mu od siebie list poświadczający o dawniej­szych tegoż Penka na zamkach Kaniowie i Czer­kasach królowi okazywanych „prawdziwych posługach", ale nadto na miejscu Tyszkiewi­cza naznaczył go starostą w Czerkasach (Akty Z. R. t. I, str. 3). Tymczasem mieszczanie czerkascy z Penkiem się powaśnili. Rozpozna­nie sporu król polecił Andrzejowi Niemirowiczowi, wojew. kijów., i ten przekonał się, że starosta nie był w niczem winien, ale według dawnych zwyczajów urządził wzajemne sto­sunki miasta i starosty (tamże II, str. 352). Odtąd tedy mieszczanie, pospólstwo, wdowy, ludzie kniaziowscy, pańscy i duchownych, obo­wiązani byli też płacić staroście po dwa grosze od każdego człowieka na straż zamkową. Miesz­czanie jednak mają pełnić służbę na uroczysku Swirnie i u Ostrogowych wrót, i to tylko la­tem. Oprócz tego. ciż mieszczanie bez wiedzy starosty jeździć na „zdobycz" nie mają. Poroh na Dnieprze „Zwoniec" jest wieczysty miesz­czański i starosta do niego wtrącać się nie ma. Obowiązani są też utrzymywać straż polną i wodną i przejeżdżać się po szlakach tatarskich wraz ze „służebnikami" starosty. Pierwszy to raz spotyka się tu wzmianka o progu „Zwońcu". Owoż próg ten stał się pierwszym po­czątkiem Zaporoża; mieszczanie czerkascy „kozakujący" osiadali na nim, jako w miejscu, gdzie ręka starosty już ich dosiądź nie mogła i gdzie mogli oni po swojemu i swobodnie przemysłować, t. j. łowić rybę, „zwierz" zabijać i chodzić na wzbronioną im „zdobycz" w po­lach. Ze „Zwońca tegoż dopiero później wy­nieśli się oni jeszcze dalej, bo aż do Czartomeliku, gdzie już swoją sławną Sicz założyli. „Służebnicy" zaś p. starosty, wzmiankowani też w urządzeniu powyższem, tworzyli t. zw. inaczej „rotę", złożoną z „drabów" lub „pacho­łów"; roty te w czasach owych znajdowały się po wszystkich zamkach ukr.; „drabi" ci nie byli pochodzenia miejscowego, lecz rekruto­wali się przeważnie ze środkowych ziem Koro­ny, ze szlachty uboższej i z wszelkiego wolne­go zamiejscowego ludu. O nich to, w sto lat potem, Tomasz Zamoyski, wojewoda kijowski, pisał: „Póki na Kijowach, Kaniowach, Czerka­sach pachoły znaczne chowano, póty Ukraina w pokoju, swawola w munsztuku; skoro go je­dno z gęby zdjęto, oto wszyscy widziemy na co się wyuzdała" (Żurkowski, str. 205). Wsze­lako starosta Peńko opuścił swój urząd wkrót­ce; w 1540 r. został starostą kniaź Andrzej Hlebowicz Proński (Metr. lit.).v Kupcom tu­reckim i tatarskim, jadącym do Moskwy, do­zwoloną była jedna droga, a ta prowadziła na Tawań i na zamki królewskie Czerkasy i Ka­niów, a ztąd do Kijowa. Skoro się też kupcy owi przeprawili u Tawania przez Dniepr, nie wprzódy w dalszą się puszczali drogę, aż o tem czerkaskiego nie zawiadomili starostę; ten zaś wysyłał straż, która ich bezpiecznie prowadzi­ła do Kijowa (Oboleński, Knig. posolsk., str. 28). Straż ta właściwie strzegła kupców od kozaków napadająoych na ich karawany. Cz. miały, jak wiadomo, znaczenie posterunku wo­jennego do odpierania natręctwa tatarskiego; owoź nie każdy ze starostów wytrwał długo na tej bojowniczej placówce, gdzie musiał pę­dzić życie twarde, pełne niebezpieczeństw i znoju. Zmieniali się też oni często. I tak: w 1544 r. Prońskiego zastąpił Józef Michało­wicz Chalecki, a tego znów Wasyl Piotrowicz Zahorowski; tego zaś ostatniego w 1551 roku kniaź Dymitr Sanguszko. Ten Dymitr Sangu­szko był to ten sam, który za wzięcie przemo­cą ks. Halszki Ostrogskiej, skazany na infamią i pojmanie, w 1554 roku został w drodze zabity w Czechach, w Jaromierzu.

 

Nie­którzy nasi historycy mianują Dymitra knia­zia Wiszniowieckiego starostą czerkaskim; tymczasem źródła nic o tem starostowaniu jego na Czerkasach nie mówią; przeciwnie wzmiankują one tylko, że ten kniaź, z powodu, że mu nie dano starostw czerkaskiego i ka­niowskiego, opróżnionych po wyroku wyda­nym na Dymitra Sanguszkę, w przystępie gniewu rzucił kraj i udał się do Turcyi (Przeździecki, Jagiell. polsk., II str. 71). Wró­cił był on następnie z Turcyi i wprawdzie po­siadł Czerkasy i Kaniów, ale nie jako starosta, tylko że je zajął przemocą. Wiadomo że już z Czerkas pisał on list do cara, że mu poddał te zamki, ale Iwan III nie zgodził się na ze­rwanie przymierza z Zygmuntem; owszem ka­zał mu powrócić zamki, a Dymitra wezwał do siebie, udarował Bielewem i trzymał na strach Polsce i Krymowi (Nikon. kron. u Karamzina t. 8, str. 231). Znany jest dalszy los nieszczę­śliwy kniazia Dymitra, który, pojmany przez Turków, w Carogrodzie śmiercią bohaterską, na haku, życia dokonał. Czerkasy przeto po śmierci Dymitra Sanguszki zostawały kilka lat bez starosty. I dopiero w 1560 r. został starostą czerk. i kaniow. kniaź Michał Wisz­niowiecki, stryjeczny brat Dymitra „kozaka." W 1565 r. z Wilna zaopatrzono zamek czerk. w materyały amunicyjne, broń palną i inne przybory bojowe (Stan. Łaskiego Pr. nauk i dyplom, str. 272). Kniaź Michał z Wiśniowca jak drugi Daszkiewicz, krwi swej dla obrony granic nie szczędził. Miał on tyle względów u króla, powiada Bartoszewicz, że wstawiał się za zbiegami z Kaniowa i Czerkas, którzy, zachęceni zyskiem, uchodzili na służbę do Moskwy, lecz potem nie śmieli wracać do zamków swoich, tonęli w stepach, za poroha­mi; kniaź, najbliższy sąsiad tych


Przecztytaj także ostatnio dodane artykuły w tym dziale:


  • Poleć
  • Lubię to!
  • Zgłoś nadużycie
  • Skomentuj
poczekaj cierpliwie...
Baner 750px x 100px




Rejestracja

Do logowania
Użytkownik (*):
E-mail (*):
Hasło (*):
Ponownie (*):
 
O sobie
Rok urodzenia:
Miejsce zamieszkania:
Telefon:
O sobie:
Moje komunikatory
Gadu-Gadu:
GoogleTalk:
Skype:

Zaloguj się do serwisu


| Zapomniałem hasła

Witaj Gościu! Zarejestruj | Zaloguj